STEFCIA ĆWIEK W SZPONACH ŻYCIA - adapatacja teatralna

21 czerwca 2005

Dubravka Ugrešić

STEFCIA ĆWIEK W SZPONACH ŻYCIA

przekład Dorota Jovanka Ćirlić

 

ADAPTACJA TEATRALNA - KRYSTYNA JANDA 21.06.05 dla teatru POLONIA

 

 

CIOTKA – ciotka Stefci, kobieta z Bosanskiej Krupi lat około 60.

STEFCIA – samotna maszynistka lat 33

MARIANNA – koleżanka Stefci z pracy lat około30, 35

ANUSZKA – koleżanka Stefci - głos

SZOFER

BICEPS

INTELEKTUALISTA

CHEMIK

VINKO

wszystkie postaci męskie gra jeden aktor.


Słychać z głośników teatralnych listy czytane przez róże kobiety

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Mam osiemnaście lat. Myślę, że znalazłam się w punkcie zwrotnym swojego życia. Nie potrafię sama znaleźć odpowiedzi na niektóre pytania. Jestem normalną dziewczyną, rozsądną, żadnych wrogów, wygląda na to, że mam pełną świadomość swoich zalet i wad, i sądzę, że wiem, jak należy żyć. Nie jestem chwiejna ani małoduszna, nie szukam w życiu ramienia, na którym mogłabym się wypłakać. Myślę, że mam dość siły, by w sobie poszukać odpowiedzi na wszystko. Umiałam pokochać każdego kolejnego chłopaka, umiałam odkryć w nim jego zalety i polubić je. Oni też mnie kochali, a jednak porzucali, wszyscy po kolei, i zawsze w końcu zostawały mi na pociechę tylko ich słowa - jaka to ze mnie wspaniała osoba i piękna dziewczyna. Teraz znów jest tak samo. Rok temu zaczęłam chodzić z chłopakiem w moim wieku, którego szczerze pokochałam i dałam mu wszystko, co człowiek może dać... tymczasem on też mnie zostawił, mówiąc, że jestem fantastyczna. Chciałabym, żebyśmy znów byli razem, myślę jednak, że straciłam go na zawsze. To definitywnie zachwiało moim systemem wartości. Nie potrafię ocenić: czy żądam od życia za wiele, czy za mało? I czego jeszcze mogę się spodziewać?

Ania

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Mam osiemnaście lat. Jak spojrzeć po wierzchu, niczym nie różnię się od większości moich rówieśniczek. Jestem koleżeńska, aktywna wszędzie tam, gdzie trzeba, wygląd przeciętny. A jednak wciąż nie mogę znaleźć tego, kto by mnie pokochał, a ja odwzajemniłabym jego uczucie. Zawsze byłam wierna sobie, swoim odczuciom, przekonaniom, i zawsze drogo za to płaciłam. Od ponad dwóch lat kocham chłopaka, który ma inną, a u mnie może się w trudnych chwilach wypłakać, i to ja wyciągam go z każdego dołka. Nie mam złudzeń. Kocham go z całego serca, chociaż wiem, że ta miłość nie ma przyszłości. Co robić?

Prometeusz

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Mam dwadzieścia trzy lata, trzyletnią córkę, pracuję, jestem rozwódką, mówią, że przystojną. Wyszłam za mąż, mając lat siedemnaście, a rozwiodłam w wieku lat dwudziestu. Mieszkaliśmy u moich rodziców, ale oni byli przeciwni naszemu związkowi i temu małżeństwu. Wciąż tylko krytykowali męża, a przecież ja go kochałam. Aż wreszcie mogli być zadowoleni- ich córka uwolniła się od tego „łajzy”. Tymczasem ja, rozczarowana i zraniona, szukałam pociechy i zapomnienia w kolejnych awanturach. Moje życie prywatne sprowadzało się do przelotnych związków z żonatymi mężczyznami. Nie chcę nikogo rozwodzić, ale jakaś przeklęta siła ciągnie mnie do żonatych. Być może szukam poczucia stabilizacji. Dla mnie wszyscy faceci są tacy sami, wszyscy tak samo kłamią. Dzielę ich tylko na dobrych i złych kochanków. Ale dalej już tak nie mogę. Wszyscy pragną jedynie mojego ciała. Od trzech lat drepczę w kółko. Może to, jak żyję, ma swoje głębsze przyczyny. Niezgodność charakterów w małżeństwie rodziców, brak troski o mnie. Zawsze miałam pieniądze, nigdy rodziców. W wieku trzynastu lat zostałam zgwałcona. To się odbiło na moim sposobie mówienia, ale nikt nie był ciekaw, co zaszło. Być może z wszystkimi tymi facetami uciekam w fałszywy świat przyjemności. Co robić?

Tylko cień

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Mam dwadzieścia pięć lat, jestem maszynistką. Mieszkam z ciotką. Sądzę, że jestem brzydka, chociaż niektórzy twierdzą przeciwnie. Od swoich rówieśniczek różnię się tym, że one wszystkie albo są mężatkami, albo mają chłopaków, tylko ja nie mam nikogo. Jestem sama jak palec, pogrążona w melancholii i nie wiem, jak sobie pomóc. Proszę o radę.

Stefcia Ćwiek

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Wkrótce zacznie kiełkować czosnek w spiżarni. Żeby temu zapobiec, należy włożyć główki czosnku do puszek lub innych naczyń, obrócone spodem do dołu, i porządnie przysypać solą.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

SCENA 1

CIOTKA - Widziałaś, Sztefciu, gdzieś moją szczękę? - wchodząc do kuchni.

STEFCIA - Nie.

CIOTKA - Znowu gdzieś ją zawieruszyłam! - westchnęła ciotka.

Ciotka kuśtykała, coś do siebie mrucząc, otwierała i zamykała szuflady, aż wreszcie przystanęła, jakby zastanawiała się nad czymś bardzo ważnym, po czym znowu westchnęła, otworzyła drzwi spiżarki, wyjęła stamtąd woreczek groszku i wysypała go na stół.

CIOTKA - Przebierz groszek, a ja szię rozejrzę za zębami .

STEFCIA - Poszukaj dobrze w łóżku. Ostatnim razem znalazłyśmy je w jaśku!

Ciotka uśmiechnęła się smutno, wciągnęła wargi do bezzębnych ust i wyszła z kuchni.

- . - . - Stefcia wzięła rondel i zaczęła powoli przebierać groszek. Kuchnia, skąpana w słońcu, równomiernie pulsowała w jego promieniach. Z podwórka docierały głosy dzieci i gruchanie gołębi. Stefcia przebierała groszek powoli, leniwie, jak na zwolnionym filmie, i przez chwilę wydało jej się, że mogłaby w tej pozie zostać na zawsze, gdyby przypadkiem film się zaciął lub gdyby ktoś, bóg wie kto – przycisnął spust migawki!

CIOTKA - Wiesz - powiedziała, wchodząc do kuchni - jedna z naszych z Boszanszkiej Krupy, nie znasz jej, też zgubiła szczękę i potem nie mogła jej znaleźć. W sześć miesięczy szię zawinęła!

STEFCIA - Umarła?!

CIOTKA - Umarła.

STEFCIA - Bywa... – westchnęła.

CIOTKA - Owszem... - westchnęła i dodała: - Potem obierz jeszcze ziemniaki!

- . - . - Ciotka wyszła z kuchni. Stefcia rozrywała strąki, przesuwała palcami po wypukłościach.

STEFCIA - Młody groszek! - westchnęła wkładając jedno ziarno do ust.

CIOTKA - Nie jedz groszku! - powiedziała , wchodząc do kuchni.

STEFCIA - Dlaczego?

CIOTKA - Jeden z naszych, ten z Boszanszkiej Krupy, nazywali go Mile Świr, najadł się kiedyś szurowego, nie gotowanego groszku, bo taki był zakład, a potem umarł.

STEFCIA - Z powodu surowego groszku?!

CIOTKA - Owszem - odparła ciotka. - Groszek zawsze należy porządnie podduszić z cebulką.

Ciotka kręciła się po kuchni, znowu otworzyła i zamknęła kilka szuflad, wreszcie powiedziała:

CIOTKA - Dużo ci zoształo do końca?

STEFCIA - Jeszcze trochę...

CIOTKA – Poszpiesz szę.

STEFCIA - Ciociu. A może …. ja przez całe życie siedzę w tej kuchni i przebieram groszek, tylko o tym nie wiem?

Ciotka opukała się znacząco w czoło i wyszła, a Stefcia kontynuowała przebieranie …. jakby z czegos rezygnowała.

” ” ” ” Nagle Stefcia odniosła wrażenie, że wokół opada i gęstnieje mgła, ciepła niczym wełna, i że raz już kiedyś przebierała tak groszek, w tej samej kuchni, przy tym samym stole...

Stefcia wzięła rondel ze stołu, ale rondel wyśliznął jej się z rąk i rąbnął o ziemię. Rozsypały się ziarna. Stefcia schyliła się, uklękła i zaczęła zbierać groszek, ziarnko do ziarnka. I nagle zwaliła się na nią niewytłumaczalna rozpacz...

Citka weszła do kuchni na huk rądla….

STEFCIA - Ciociu! Boże….a może …. na zawsze zostanę uwięziona w tej kuchni

i będę bez końca zbierać groszek, ziarnko do ziarnka? Zaczęła płakać. Przez całe życie, z tobą ciociu, a ty stale będziesz gubić sztuczną szczękę?

Łzy kapały na podłogę, - Wszystkim jest lepiej i Marianie, i Eli, i Anuszce, one przynajmniej kogoś mają, męża, dzieci, przyjaciół, tylko ja nie mam nikogo, praca, dom, praca - zalewała się łzami. Nigdy, nigdy już nic się nie zmieni, zawsze rondle będą mi leciały z rąk i zawsze będę składać ziarnko do ziarnka, jak w okropnym śnie, pociągnęła nosem Stefcia, dlaczego Ela nie utknęła w okropnym śnie, dlaczego Marianie garnki nie lecą z rąk, dlaczego Anuszka nie zbiera groszku, dlaczego mnie to spotyka?

CIOTKA - Paszoł won, paszkudo! - krzyknęła ciotka do czegoś co wędrowało prawdopodobnie po jej szyi . Nagle ciotka rozpromieniła się: - Moje zęby!

W tym samym momencie i Stefcia dostrzegła sztuczną szczękę ciotki tuż obok nogi stołu. Podniosła ją dwoma palcami i podała ciotce.

Ciotka ze smutkiem spojrzała na Stefcię, która zapłakana klęczała na podłodze, znikło starcze bielmo w jej oczach, i już miała otworzyć usta, żeby coś powiedzieć, ale zre­zyg­no­wała, pokiwała tylko głową i ruszyła w stronę drzwi.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Jeśli codziennie przez kilka minut stoi się na głowie, następuje poprawa cery i cyrkulacji krwi. Należy spróbować najpierw przy ścianie, wytrzymując dwie-trzy minuty. To samo ćwiczenie dobrze jest powtórzyć, kiedy pojawi się zmęczenie albo zły humor. Kredki do makijażu należy przechowywać w lodówce, łatwiej je potem zatemperować.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

SCENA 2

Stefcia waży się na wadze łazienkowej jednoczesnie rozmawiając przez telefon

STEFCIA - Halo?

ANUSZKA - Tak?

STEFCIA - Anuszka? To ja, Stefcia!

ANUSZKA - A, to ty! Czemu dzwonisz?

STEFCIA - Tak sobie, bez powodu... Co robisz?

ANUSZKA - Prasuję. Uzbierała mi się cała sterta... Jak się masz, co u ciebie? Nie dajesz znaku życia...

STEFCIA - Tak sobie, w porządku... Tylko wiesz, chciałam cię spytać... Pamiętasz, jak mi raz wyznałaś, że jesteś w depresji?... Pamiętasz? Jeśli się nie mylę, mówiłaś, że musiałaś iść z tym do lekarza...

ANUSZKA - Nie pamiętam, ale to bez znaczenia. Mam depresję każdego dnia. Czemu o to pytasz?

STEFCIA - Tak sobie... Mam wrażenie, że ja też...

ANUSZKA - Coś ty? Wpadłaś w depresję?

STEFCIA - Sama nie wiem... Na to wygląda.

. . . . ANUSZKA - Hm... zaczekaj chwilę... Schowałam wycinek, w którym wszystko było napisane, czekaj, nie odkładaj słuchawki, chwila...

(Cisza w słuchawce)

ANUSZKA - Halo? Stefcia, jesteś tam?

STEFCIA - Tak.

LANUSZKA - Chwila... Jest. Podstawowe symptomy, po których można rozpoznać depresję. Depresję można rozpoznać po wzajemnie powiązanych symptomach, takich jak: niezdecydowanie... Słuchasz? Może zapisz….

STEFCIA - Słucham. Dobrze zapisze. Poczekaj chwilę

( Stefcia idzie po cos do pisania )

STEFCIA – Już.

LANUSZKA – Po symptomach takich jak: Niezdecydowanie, - Piszesz? Bezsenność, brak zainteresowania... Słyszysz?

STEFCIA - Słyszę.

ANUSZKA - No to mów!?

STEFCIA - Co?

ANUSZKA - No, masz te symptomy czy nie?

STEFCIA - Mam niezdecydowanie i brak zainteresowania, ale bezsenności nie mam.

LANUSZKA – Dobra dalej…. Zmęczenie, skłonność do płaczu, neuroza...

STEFCIA – N e u r o z a Co to jest? To ostatnie?

. . . . . ANUSZKA - Nie wiem dokładnie, strach, nieuzasadniony lęk, coś w tym rodzaju...

STEFCIA – Mam to. Co dalej?

ANUSZKA - Dalej jest poczucie beznadziejności, poczucie winy, brak pewności siebie... I jeszcze negatywne nastawienie do wszystkiego oraz zaburzenia gastryczne. To wszystko.

STEFCIA - Wszystko to mam! Co to jest, to ostatnie?

ANUSZKA – Negatywne nastawienie? Zaburzenie gastryczne? Nie wiesz, co to jest zaburzenie gastryczne?

STEFCIA : ….

ANUSZKA - Negatywne nastawienie jest wtedy, gdy wszystko widzisz w czarnych kolorach, a to drugie ma związek z trawieniem, jak nie masz apetytu i...

STEFCIA - Aha.

ANUSZKA - Co „aha”?! Jesteś w depresji czy nie?

. . . . . STEFCIA - Nie wiem. Większość tego mam...

ANUSZKA - W takim razie jesteś, tyle że częściowo. To nic strasznego.

STEFCIA - A jednak.

(Cisza. W słuchawce)

ANUSZKA - Stefcia, co z tobą? Czemu milczysz?

STEFCIA - Słucham...

ANUSZKA - Co znowu?! Na pewno zalewasz się łzami?!

STEFCIA - Tak... Nie bardziej niż...

ANUSZKA - Przecież to tylko jeden z symptomów!

STEFCIA - Co robić?

ANUSZKA - Nie wiem. Gdybym wiedziała, sama bym sobie pomogła. Masz faceta?

STEFCIA - Nie mam.

ANUSZKA - Tak też myślałam. Znajdź sobie faceta! To najlepszy lek na depresję. Tyle to chyba wiesz?

STEFCIA - Nie wiem.

(W słuchawce - cisza)

ANUSZKA - Stefcia, posłuchaj mnie! Jak wyprasuję tę stertę, zadzwonię do ciebie. W porządku?

STEFCIA - Mniej więcej.

ANUSZKA - I uspokój się. Ja wpadam w depresję każdego dnia! Przynajmniej na dziesięć minut. Słyszysz?

STEFCIA - Tak.

ANUSZKA – Zadzwonię do ciebie. W porządku?

STEFCIA - W porządku.

ANUSZKA - No to cześć...

STEFCIA - Cześć...

ANUSZKA - Czekaj, nie odkładaj słuchawki! Coś ci powiem... Znasz Matyldę?

STEFCIA - Znam.

ANUSZKA - Pojechała z grupą na Palma de Mallorcę. Siedem dni! Wyobrażasz sobie!

STEFCIA - Nie mów!

ANUSZKA - Otóż to, taka prędzej wyciągnie kopyta niż wpadnie w depresję!

STEFCIA - Co ci tak skrzeczy w słuchawce?

ANUSZKA – Nie wiem. Może to cos już z twoja głową, bo ja na przekład tak mam.

STEFCIA - Naprawdę?

ANUSZKA - No!

STEFCIA - W porządku... Zadzwoń do mnie.

ANUSZKA - Jasne. Tylko wyprasuję...

STEFCIA - W porządku...

Stefcia staje na wadze. Waży się. Jest zrezygnowana

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Kuleczkami ulepionymi z masy świeżego chleba można zetrzeć ślady palców z jasno pomalowanych powierzchni, drewnianych ram, tapet ściennych i kart do gry, a także z poczerniałych grawiur. Zabrudzoną kulkę należy zastąpić nową.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - nożyczki

SCENA 3

Marianna wchodzi z dwoma talerzami, jeden pełen kanapek, drugi ciastek . Kładzie się na wersalce.

MARIANNA - No tak, dzisiejsi faceci to najzwyklejsze chłystki. Całe szczęście, że w odpowiedniej chwili złowiłam swojego! - westchnęła Mariana i ugryzła kanapkę z szynką. Kawałek szynki niczym sprężyna wyskoczył z kanapki. Mariana szybko palcem wskazującym wsunęła go z powrotem. - Otóż to - ciągnęła dalej z pełnymi ustami Mariana - może i jestem prymitywna, ale facet to najważniejsza sprawa w życiu! Dlatego puknij się lekko w tę swoją zakutą pałę! Nie jesteś głupia! Przemyśl to!

Mariana przełknęła ostatni kęs, następnie wyciągnęła z torebki jeszcze jedną kanapkę, otworzyła ją, sprawdzając, czy szynka jest na właściwym miejscu, i mówiła dalej:- No, powiedz mi, co ty masz z życia?! Siedzisz w domu, z tą swoją starą ciotką i czekasz, aż ci facet spadnie z nieba! O nie, staruszko! Nie spadnie! Zapamiętaj to sobie! O faceta trzeba się postarać.Mariana przysunęła do siebie papierowy talerzyk i przekręciła tą stroną, gdzie leżała napoleonka.- No, to do dzieła, ja napoleonkę, a ty orzechowe?! Zgoda? Dzisiaj nie trzymamy linii! Z jajkami na miękko ruszamy od poniedziałku. Zgoda?...- Słuchaj, powiem ci szczerze, staruszko, ty nie masz w sobie za grosz seksu, nie masz... i już! - powiedziała Mariana, wbijając plastikową łyżeczkę w napoleonkę. - Na szczęście, to da się naprawić! - dodała ochoczo i oblizała łyżeczkę. - Po pierwsze, zrzuć parę kilo! O to już ja się postaram. Mam świetną dietę. Po drugie, udaj się do jakiegoś dobrego fryzjera. Po trzecie, kup sobie kilka odlotowych ciuchów, nie, nie musisz w butiku, dzisiaj, na szczęście, nosi się szmaty... Uważnie przestudiuj żurnale... A po czwarte - powiedziała Mariana, przysuwając filiżankę z kawą - ha, co tu dużo gadać, jesteś za poważna, taka chodząca szlachetność, sama nie wiem... - Mariana pokręciła głową, po czym zapaliła papierosa, wydmuchała dym i energicznie ciągnęła dalej:- Najważniejsze, żebyś była wesoła! - siorbnęła łyk kawy Mariana. - Dzisiaj dali naprawdę świetną kawę. No właśnie, co to ja chciałam powiedzieć... jak się tak nabzdyczysz, też zaczynam się ciebie bać. Faceci lubią wesołe dupy! A ty stale obnosisz żal do całego świata. Jakby ktoś dał ci w twarz. To u każdego faceta wywołuje poczucie winy. A kto z nas chciałby bez przerwy czuć się winnym! Przemyśl to!- W końcu - Mariana znowu sięgnęła po plastikową łyżeczkę i wyskrobywała nią resztki napoleonki - masz chyba jakieś przyjaciółki, wypuść się z nimi na miasto! Rozluźnij się! Tyłek to nie mydło, nie wymydli się! - powiedziała ożywiona Mariana i dodała: - Skoro zmuszasz mnie, żebym była wulgarna! Rozejrzyj się trochę! Faceci sterczą na każdym rogu! Gdzie tylko spojrzysz, psia ich mać! - z pasją strzeliła palcami Mariana.- Ja, na twoim miejscu - ciągnęła dalej Mariana, wypuszczając dym - zabrałabym się nawet za żonatych. Tyle że taki nigdy się z tobą nie ożeni i, prawdę powiedziawszy, czasem, jak zobaczą ceny w hotelach, w ogóle im nie staje! Uff, ależ ze mnie prostaczka! Lepiej zatkaj uszy! Żal mi ciebie, jesteś w porządku, a życie przecieka ci przez palce bez sensu, zupełnie bez sensu!

Mariana przerwała na chwilę, palcem wskazującym zebrała z biurka okruszki chleba, przełknęła je, potem zmarszczyła czoło, jakby głęboko się zamyśliła, i powiedziała:

- Słuchaj, rozpytam się o tego naszego nowego kierowcę. Niezły z niego przystojniak, a może w dodatku nie żonaty... No dobra, dobra, nie będę nikogo o nic pytać! - zapewniła i dodała: - Tylko trochę!

Mariana wstała, zebrała ze stołu papierową torebkę i talerzyk, po czym wszystko wrzuciła do kosza na śmieci. Następnie spojrzała na zegarek. Następnie spojrzała na Stefcię ze współczuciem,

- Istnieje, moja droga, tysiąc i więcej sposobów, żeby złowić faceta! W pracy lepiej niczego nie motać, chyba że frajer od razu chce się żenić. Zostają więc dyskotekowe pajace... czy ja wiem, nie, myślę, że to nie dla ciebie... Weź na przykład taką Cicę! Wiedziałaś o tym...? Nie?! Wiesz, że długo trwało, zanim udało jej się dopaść gołąbka?! W końcu dała za wygraną i kupiła sobie psa. Tego od pedigree pal. Od tej pory każdego ranka nasza Cica szła sobie na spacerek... A tam już czekał jakiś facio z czworonogiem. I bla-bla-bla, jak się ma pani piesek, a jak pański, od słowa do słowa – No i Cica wyszła za mąż. Jak w dowcipie! Mariana przerwała na chwilę, wyciągnęła z torebki czekoladę, odłamała kawałek, poczęstowała Stefcię i ciągnęła dalej: - A nasza Ankica?! Nic nie wiesz?! Ta z tymi zębami jak modelka. Przecież ona wyszła za mąż na fotelu dentystycznym! Pewnego dnia rozbolał ją ząb... i to wystarczyło! Młody dentysta i ta-ri-ra-ri-ra. Zajebiście!... No bierz, bierz! - Mariana podetknęła Stefci czekoladę. - Z dietą ruszamy od poniedziałku!... Tak... A Lela?! To dopiero numer! Nic nie wiesz?! To, że starzy zostawili Leli dom, to chyba wiesz. No a Lela postanowiła go sprzedać, na co samotnej babie taka kurna chata... W porządku, ty nie masz domu, ale ja ci to wszystko opowiadam, żebyś zobaczyła, jak się ludzie spotykają... No i dała ogłoszenie do gazet. Któregoś dnia zadzwonił jakiś odlotowy facet i powiedział, że chciałby kupić dom dla siebie i swoich starych. Architekt. Dopinali szczegóły w kwestii tego domu przynajmniej z miesiąc i w końcu się pobrali. Teraz sobie wszyscy razem pięknie żyją, oni i jego starzy... Mówię ci, człowiek nigdy nie wie, kiedy i na kogo wpadnie!

Mariana spojrzała nagle na zegarek.

- Już wpół do dwunastej!

Marianna staje na wagę łazienkową Stefci. Spogląda na Stefcię i wzdycha ::

-, Dlaczego ja, do cholery, nigdy nie jestem w depresji?!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Czy wiecie, że woda, w której gotował się szpinak, jest doskonałym środkiem do prania rzeczy z czarnej wełny?

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - nożyczki

SCENA 4

Stefcia staje na wadze.

STEFCIA - „Masz to jak w banku! Akurat! W cztery dni - cztery kilo! Doskonała dieta!” Ani grama! Chce jej się płakać. .

CIOTKA _ Jade do Bosanskeij Krupy.

STEFCIA – Masz zęby?

Ciotka tylko na nią spojrzała. Stefcia zamknęła drzwi na klucz , wyszła na moment i wróciła z 5 napoleonkami i 0,5 kilograma drobnych ciasteczek. 20 dag wędliny, 1 majonez, 1 kg pomidorów, 0,5 kg poziomek, 05 kg chleba, 1 l czerwonego wina i pół pieczonego kurczaka.

Stefcia zaciągnęła zasłony w oknach. Następnie włączyła telewizor. Zapowiadano program dla dzieci i film rysunkowy o Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach.. . . . . Stefcia posmarowała chleb majonezem, a na majonez położyła kilka plasterków kiełbasy. W telewizji zła macocha pytała lustro, kto jest najpiękniejszy na świecie. Stefcia przerzuciła się na pieczonego kurczaka, odłamała skrzydełko i doszła do wniosku, że skrzydełko jak zwykle jest najlepsze, dzięki skórce, która wspaniale chrupie.

Ktoś zaczął walić do drzwi. Stefcia otworzyła. Weszła ciotka .

CIOTKA – zapomniałam zębów.

Ciotka spojrzała na jedzenie.

- CIOTKA – Czo to ta dieta? Wiesz u nasz w Boszanszkiej Krupie był taki jeden Marko, który strasznie lubił wszysztko czo pieczone. Wszysztko czo w trakczie gryzienia chrupie i robi trochę hałaszu. Ja też wcześniej to lubiłam, sztale wyszkrobywałam rondelki. Marko też sztale wyszkrobywał rondelki i sztale czoś chrupał, póki się nie rozchorował. Zawinął szię w sześć mieszięcy.”

Ciotka spojrzała w telewizor.

CIOTKA – O, poczałował ja. Królewicz! Cziekawe, czo by było, gdyby Królewna Śzniesżka była brzydka? - Zastanowiła się a Stefcia siedziała z napoczętą napoleonką i nagle wybucnęhła płaczem. Łzy kapały na wierzch ciastka pokryty warstewką lukru, zostawiając ślady. Plask! Plask! Plask! - Stefcia wstała i wyrzuciła wszystko do kosza wyjąc z żalu nad sobą. Ciotka wyszła częstując się na drogę cistkeim i zabierając klucz.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Jeśli przy malowaniu rzęs zdarzy się, że zamiast pomalować rzęsę zrobicie małą kropkę na powiece, należy wziąć papierową chusteczkę i usunąć nadwyżkę tuszu. Najlepiej jednak zawczasu podłożyć chusteczkę pod rzęsy.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - nożyczki

SCENA 5….

Stefcia ma wizytę w domu. Szofer.

SZOFER - Co będzie, jeżeli stara wróci ze Bosanskiej Krupy przed czasem?! Stefcia, weszła z taca na niej - dwa kieliszki, butelkę i tacęSzofer, nie wiedzieć czemu, wybrał skraj łóżka jako najwygodniejsze miejsce do siedzenia. Obok nogi postawił opasłą czarną torbę. Stefcia rozlała picie.

SZOFER - Stefcia... Stefcia... Ma pani piękne imię. Inne na pani miejscu nazywałyby się Stefani, Fani lub coś w tym rodzaju...

STEFCIA - Tak... - stwierdziła Stefcia, bo nie przychodziło jej do głowy, co by na to mogła odpowiedzieć.

SZOFER - Powinniśmy przejść na „ty”! -i stuknął się z nią kieliszkiem.

STEFCIA - .Tak...

SZOFER - Doskonały koniak! - i uśmiechnął się.

Jak pięknie się uśmiecha! Przystojny jest, bez dwóch zdań! - myślała Stefcia.

SZOFER - Stefciu, czy pani... to znaczy, czy ty i Mariana jesteście dobrymi przyjaciółkami?

STEFCIA - Owszem. W pewnym sensie...

. . . . . SZOFER - Stefciu, masz chłopaka? i rzucił na nią przenikliwe spojrzenie.

STEFCIA - Nie mam! - odparła szybko i zaczerwieniła się. Nie powinnam mu tego mówić, ależ ze mnie idiotka - pomyślała.

SZOFER - Taka świetna laska i nie ma chłopaka!

Stefcia znowu nie wiedziała, co odpowiedzieć, wstała więc i wyszła do kuchni. Co teraz będzie? Może zechce mnie pocałować? Jak mam się zachować? - pomyślała i wróciła do pokoju, niosąc szklankę wody.

Szofer siedział na skraju łóżka, obracał w ręce kieliszek z koniakiem i uparcie wpatrywał się w Stefcię.

SZOFER – No, chodź no tutaj na chwilę. Usiądź obok mnie – powiedział głębokim, przyduszonym głosem.

Stefcia posłusznie usiadła obok Szofera. Pogłaskał ją po włosach, a następnie pocałował. Stefci zakręciło się w głowie.

SZOFER - Stefciu, Stefciu...! - dyszał i zdecydowanym ruchem pociągnął ją na łóżko.

STEFCIA – Boże…..przecież nawet nie dopiliśmy koniaku... Może jednak powinnam wyjąć mięso z lodówki...? Boże ….Tak bez pościeli? Może lepiej przerwać... za szybko, za szybko... nawet nie skończyliśmy pić….

SZOFER - Stefciu, Stefciu...! – dyszał - Zaczekaj! - szepnął, uniósł się i dopił resztkę koniaku. Po czym znów chciał zwalić się na łóżko, ale nogą zaplątał się w torbę.

Nagle z torby rozległo się szczekanie. Hau, hau, hau! - szczekała i jednocześnie terkotała torba.

STEFCIA - Co to?! - przestraszyła się Stefcia i naciągnęła spódnicę na kolana.

SZOFER - Nic! - odparł zmieszany i włożył koszulę do spodni. Hau! Hau! Hau! Hau! - ujadała uparcie torba.

STEFCIA - Co tak ujada... z torby? - pytała zaskoczona Stefcia.

SZOFER - Jebał go pies! - powiedział ze złością Szofer i otworzył torbę. Stefcia uniosła się na łokciach i zobaczyła dwa białe mechaniczne pieski. Szofer szybko wyciągnął jednego i zamknął torbę. Pies uporczywie szczękał metalowymi, ostrymi zębami. Hau, hau! Hau! - ujadało zwierzę.

SZOFER - Pieprzyć go, co mu się stało...! - Szofer wpychał klucz w mechanicznego pieska. Pies nadal ujadał. - Przeklęta mechanika! - wściekał się Szofer i tarmosił psa. - Wygląda na to, że się popsuł! Przywiózł mi go Franjo z _Niemiec! Ci Niemcy to produkują gówno… zwykłe gówno!

Stefcia skonfundowana wcisnęła się w kąt łóżka i nerwowo skubała skraj spódnicy. Szofer westchnął:

SZOFER - Przeklęty pies!... A ja myślałem, że ta zabawka mogłaby panią rozbawić. Piesek jest przecież sympatyczny! Pomyślałem: lepiej przynieść jakąś fajną zabawkę niż kwiaty…

Szofer wziął się w _ieli, nalał trochę koniaku sobie, trochę Stefci, stuknął się z nią _ieliszkiem _ieliszkiem dodał:

SZOFER - Sęk w tym, Stefciu, że muszę już iść... Umówiłem się z Franjem... to mój przyjaciel z dzieciństwa, jutro wraca do siebie... sama pani zresztą wie... Proszę się nie gniewać. Jeszcze się zobaczymy. No, to stuknijmy się! A da mi pani telefon tej pani koleżaki. Marianny?

Szofer wstał niejako uroczyście, dopił koniak, sięgnął po torbę i wyszedł. Mechaniczny pies nadal szczekał.

Stefcia zamknęła drzwi, sprzątnęła butelkę i kieliszki... Pies nie przestawał szczekać. Stefcia ostrożnie chwyciła go w dwa palce i wrzuciła do kosza na śmieci. Hau! Hau! Hau! - głucho dudnił kosz. Stefcia wyciągnęła psa z kosza i potrząsnęła nim. Pies uparcie szczękał mechanicznymi zębami. Stefcia postawiła psa na podłodze i stanęła na nim całym ciężarem swego ciała. Pies zamilkł. Nagle zobaczyła ciotkę obserwującą to z drzwi .

CIOTKA - Na taczy najlepiej zawsze położyć bieżnik lub czysztą szerwetkę. Ładnie wygląda” -

” ” ” ” Ciotka weszła do pokoju i zauważyła, że między łóżkiem i ścianą majaczy portfel. Spojrzała na Stefcię. Otworzyła portfel. Wypadła z niego legitymacja, trochę pieniędzy, jakieś rachunki i jedna fotografia. Na fotografii kobieta tuliła dwóch chłopców...

CIOTKA - Bliźniaki - Oddaj mu portfel przez Mariannę - zdecydowała, po czym znów skierowała się do kuchni.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Wykonanie rozporka na przodzie: zszyć środkowy szew przodu poniżej oznaczenia rozporka. Lewy brzeg rozporka odszyć obłożeniem. Brzegi sfastrygować. Zapas przy prawym brzegu rozporka przewinąć do środka i przeszyć. Lewą część spodni ostębnować zgodnie z oznakowaniem, przyszywając przy tym obłożenie.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - nożyczki

SCENA 6

Stefcia Ćwiek patrzy w lustro i czyta jednocześnie przyglądając się sobie.

STEFCIA - Skóra: Jeśli pojawiły się pierwsze drobne zmarszczki, nie należy pokrywać ich grubymi warstwami pudru – lepiej pielęgnować ich „naturalny” wygląd, Zmarszczki, nawet te najdrobniejsze, stają się pod warstwą pudru bardziej wyraziste i widoczne.

Oczy: Tusz podkręcający nakładany na rzęsy górnej i dolnej powieki, ale tak, by rzęsy się nie zostały zlepiły

Ciotka która weszła jakiś czas temu i jej się przyglądała, powiedziała:

CIOTKA - Jedna taka z Boszanszkiej Krupy zawsze robiła makijaż węglem z zapałek….Przygląda się Stefci.

STEFCIA - Policzki: W przypadku bladej cery należy stosować róż - sypki, w kremie lub też w kamieniu.

CIOTKA- Zapalała je, o tak... a potem zwęglonymi główkami zapałek czerniła rzęszy.

STEFCIA: Usta: ….Gimnastyka – Naciągnąć górną wargę a zęby. I zatrzymać w tej pozycji 15 sekund. Następnie naciągnąć dolną wagę na zęby i zatrzymać w tej pozycji półotwarte z odstępem wielkości małego palca.

Stefcia to robi.

CIOTKA Kiedyś trafiła zapałką proszto w oko i zupełnie oślepła. Może wciąż jeszcze żyje ta szlepota... Nie wiem..

STEFCIA : Teraz złożyć usta jakby do „gwizdania” i gwizdać bezgłośnie 3 sekundy.

Po czym rozciągnąć usta w szerokim „uśmiechu”. Zatrzymać tak kilka sekund.

CIOTKA - Nie wiem czy żyje ta szlepota ... Wiem tylko, że nigdy nie wyszła za mąż...

STEFCIA - A teraz wszystkie te ruchy powtórzyć dziesięć zrazy. Stefcia wykonuje to ćwiczenie ale uśmiech zastyga jej na ustach.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Przez nieuw