PARĘ OSÓB...MAłY CZAS - autor Andrzej Barański

2 czerwca 2005

 

PARĘ OSÓB …MAŁY CZAS

Scenariusz: na podstawie książki Jadwigi Stańczakowej

Andrzej Barański

( wersja ostateczna zmieniona do telewizji) 2285 metrów

SKORPION ART Sp. z o.o.

00-724 Warszawa ul. Chełmska 21

tel./fax: 841 61 71, 851 11 04, 841 12 11 w. 228

e-mail: skorpion@softmark.com.pl

2005 rok

SCENA 1/ 30m. KORYTARZ i POK. LEKARSKI, W SZPITALU

Szpital. Korytarzem idzie młode małżeństwo - Ania i Tadek. Zapukali do pokoju lekarzy. Weszli.

LEKARKA - ...Jestem przekonana, że matka pani mogła jeszcze żyć. Stan zdrowia wcale nie był taki zły, ale ona nie chciała żyć. Nic nie jadła, zagłodziła się. Szkoda. Taka dzielna kobieta - niewidoma a tyle książek napisała. Do końca komponowała wiersze i nagrywała na magnetofon.

 

Lekarka oddała im magnetofon i kasety.

 

LEKARKA - Proszę poczekać chwilę, powiem sekretarce, żeby wypisała dokumenty.

Kiedy wyszła, Tadek włożył kasetę i uruchomił magnetofon. Słychać głos Jadwigi Stańczakowej mówiącej swoje wiersze. Szybko znika obraz pokoju lekarzy i pojawiają się na neutralnym tle napisy początkowe filmu - recytacja trwa dalej.

Chwytam

rękaw skórzanej kurtki

najprzyjaźniejszy

w świecie

a w granatowej torbie

leżały

róże

pomidory

ogórki

i lataliśmy

z tą torbą

po Warszawie

za szczęściem

Teraz

kiedy odszedłeś

oślepłam podwójnie

straciłam Twoje oczy

i nikt już

nie położy mojej dłoni

na krzaku bzu

w starym

warszawskim

podwórku

Mój byt

dany na ileś lat

o ileś dłuższy

od Twojego

zaplątany w ślepotę

w tęsknoty

czy wart?

 

* * *

Napisy czołowe /60 m./

 

* * *

SCENA 2/ 16 m. MIESZKANIE JADWIGI

Jadwiga /niewidoma/ ma zamiar wyjść z mieszkania, idzie w kierunku drzwi. Zatrzymuje ją jej stary ojciec - zwany Dziadkiem. Jest głuchy, trzeba mówić do niego bardzo głośno.

DZIADEK – Jadzia, mam do ciebie prośbę. Taki drobiazg... żebyś nie schodziła do bramy sama.

JADWIGA – Będę! Muszę! Bo znowu zachoruję! Pójdę do zakładu! Ta odrobina wolności! Kilka samotnych minut. Bez ciebie na karku! I chcesz mi to wydrzeć! Zawsze hamowałeś moją samodzielność. Zawsze musiałam się wymykać na spacery.

Wybiega do sieni. Zatrzymuje się za drzwiami. Słyszy jak Anna (ich gosposia od ósmej do szesnastej) wrzeszczy na Dziadka:

ANNA – Po co pan jej mówił! Mówiłam, żeby nie! Ona zachoruje!

Jadwiga jest wściekła.

JADWIGA – Cholera! Psiakrew!

Sąsiadka otworzyła drzwi. Jadwiga zeszła na dół. Po chwili.

ZOSIA – Jadzia, czekasz.

Zosia jest społeczną przewodniczką.

 

* * *

SCENA 3/ 25 m. POCZEKALNIA W PORADNI, GABINET LEK.

Jadwiga z Zosią w poradni. Dużo ludzi. Rozmowy w poczekalni.

– Za Gomułki było marnie, a co Gierek pokazał? Nic. Jeszcze gorzej. Te kolejki...

– Niech pani tak nie narzeka.

Wychodzi jakiś pacjent. Zosia przebojem wpycha do gabinetu Jadwigę z białą laską.

SŁODKOWSKA – Dzień dobry, pani Jadwigo. No, jak tam, gwiazdeczko?

Jadwiga wręcza lekarce dwie strony maszynopisu.

JADWIGA – Żeby oszczędzić gadania – napisałam. Nie poplączę, nie zapomnę o niczym. I krótko. Ci w kolejce mniej będą mieli powodów do niechęci.

Doktor Słodkowska przebiegła wzrokiem po maszynopisie.

SŁODKOWSKA – Świetnie, słoneczko! Żadnych leków. Jest bardzo dobrze. Dwie pernazynki na noc. Syropek z hydroksyzynki dorywczo.

Jadwiga wręcza jej książkę.

SŁODKOWSKA – O, „Donosy rzeczywistości” Mirona Białoszewskiego. Z dedykacją! „Pani doktor, która tak skutecznie wydostaje ludzi z niewygodnego dla nich i dla otoczenia zagapienia się w pesymizm. Miron Białoszewski”. Ślicznie dziękuję!

JADWIGA – Może pani doktor wybierze się kiedyś we wtorek do Mirona?

SŁODKOWSKA – To nie czwartki, jak u króla Stasia? Może kiedyś . Pa, gwiazdeczko! Nosek do góry!

Wystawia Jadwigę za drzwi.

SŁODKOWSKA – Proszę, kto następny.

 

***

SCENA 4/ 12 m. ULICA HOŻA

Ulica. Jadwiga i Zosia wracają.

JADWIGA – Wiesz, jak Dziadek powie, żebyś przychodziła po mnie na górę... Bo on ma te manie. To powiedz, że tak nie można...

ZOSIA – A pewnie. Niewidomi sami chodzą. Wszystko załatwiają. Już ja mu powiem. „Panie, kto porwie pana córkę? Nie te lata!”

JADWIGA – Ten Dziadek. Drab w bramie. Wyrwie torbę. Włamią się do mieszkania. Obrabują. Mieliby co! Ten jego zasmarkany „skarbiec”! Miron mówi, że starość jest dramatem potwornym. Potwornym. Czuję czasem niechęć do mojego ojca. To paskudne. Ale tak jest, kiedy mnie męczy psychicznie. A jak kuśtyka z laską, to mi go żal. Pewnie. Jestem do niego przywiązana. I samej będzie mi gorzej. Jeżeli go przeżyję. Nie wiadomo.

***

SCENA 5/ 22 m. MIESZKANIE JADWIGI

Jadwiga wróciła z Zosią do mieszkania.

ANNA – Dziadek już się tu kręci, i sprawdzał wszystkie zegarki. Każdy po kolei. Co chwila dryp, dryp i do zegarynki, że już pierwsza. A pani zawsze wraca o pierwszej.

JADWIGA – Akurat! A jak zechcę o trzeciej albo się spóźnię, to co?

ANNA – On myślał, że pani poszła do szpitala na Nowowiejską. On mi już tu dziurgotał od dwóch tygodni. Że ma takie sny. Że panią napadli. Od tej kartki, co zostawił na cmentarzu z naszym adresem dla tego pijaka za malowanie ławki. Sam narozrabiał, a teraz się trzęsie.

Dziadek wypytuje Zosię.

DZIADEK – Pani Zofio, czy drab nie stał w bramie?

ZOSIA – Jaki drab? Co pan znowu wymyślił?

DZIADEK – A bo dzwonił i coś bełkotał. Otworzyłem przez łańcuch i nic nie mogłem zrozumieć.

ZOSIA – To po co pan otwierał?

Zosia do Jadwigi.

ZOSIA – Pewnie Dziadek wymyślił, żeby panią przestraszyć.

***

SCENA 6/ 85 m. MIESZKANIE JADWIGI

Dzwonek.

JADWIGA - Miron !

MIRON – Ufff... mało sił.

Dla Jadwigi bukiecik.

MIRON - Goździki.

JADWIGA – Oh, Miron. Mamy brazylijskich gości. Rębińscy. Ona ekonomistka, on dziennikarz – pisuje reportaże w Brazylii. Chodź. Ten Rębiński jest zabawny. Zobaczysz!

MIRON – Kiedy nie mam dziś siły do ludzi.

JADWIGA – Oni zaraz pójdą.

Jadwiga wciągnęła Mirona do pokoju.

RĘBIŃSKI – Panie, tu ludzie nie umieją pracować. Wszedłem do szewca, żeby mi zrobił wkładki. Zaraz. On, że nie, żeby zostawić. U nas w Brazylii, panie, zdejmuję, on przycina. Załatwiam w dziesięć minut. A u was, szkoda gadać.

MIRON – A właśnie szewc chce tak. Bardzo dobrze.

RĘBIŃSKI – Albo te wasze trasy, kręcą i kręcą. Nic nie można zrozumieć. I całe tablice przystanków. Powinno być prosto, jak w Stanach. Brazylia, ho, ho. Ostatnio trzy tysiące kilometrów dróg przebudowano.

Przez pokój przeszedł Zdzisław.

ZDZISŁAW - Moje uszanowanie dla całego towarzystwa.

Rębiński jest zaskoczony.

RĘBIŃSKI - Zdzisław?

JADWIGA - Tak.

RĘBIŃSKI - To on dalej tutaj...

JADWIGA - Dobrze się nam mieszka. Jesteśmy zaprzyjaźnieni. Chociaż nasze małżeństwo się nie ostało.

Anna niesie zupę.

ANNA – Na wzmocnienie.

JADWIGA – Może zjesz, Miron.

MIRON – Jestem głodny, ale nie będę jadł. Mam wprawę w niejedzeniu i w marznięciach. Wielką.

JADWIGA – Dlatego jesteś taki zdechły.

MIRON -W okupację jadłem tylko troszeczkę rano, a wychodziłem na cały dzień na miasto. Chleb był na kartki co drugi dzień. To wieczorem ćwiartkę tego chleba kroiłem na dziesięć plasterków, żeby się wydawało więcej, układałem na krześle, sam do łóżka i dopiero kolejno jadłem.

Miron ucieka do sąsiedniego pokoju.

JADWIGA – Mógłbyś chociaż raz na tydzień zjeść coś gotowanego! On żyje tylko tortem serowym.

ANNA – Gorąca zupa go wypłoszyła.

JADWIGA - Miron wyprowadził się z Placu Dąbrowskiego, nie mieszka już z Jackiem. Ma nowe mieszkanie, ale do korespondencji podał mój adres. Prowadzę mu sekretariacik - ślepa sekretarka.

 

Jadwiga wręcza Mironowi korespondencję.

JADWIGA – Ze Związku Literatów przysłali wniosek w sprawie telefonu.

Miron czyta pismo.

MIRON – „Związek Literatów Polskich. Zarząd Główny. Warszawa, Krakowskie Przedmieście 87/89, Warszawa, dnia, miesiąc, 1975 r. Do Dyrektora Urzędu Telefonów Miejscowych, Warszawa-Praga, Brzeska 24. Zarząd Główny Związku Literatów Polskich gorąco prosi Pana Dyrektora o pozytywne załatwienie wniosku kol. Mirona Białoszewskiego o założenie telefonu w jego mieszkaniu przy ul. Lizbońskiej 2 m. 62. Kol. Miron Białoszewski, wybitny poeta, autor wielu tomików poetyckich i bardzo cenionego przez czytelników i krytykę literacką „Pamiętnika z Powstania Warszawskiego”, jest klasycznym przykładem samotnego twórcy oderwanego od życia, potrzebującego jednak bardzo pomocy i opieki. Dotychczas mieszkał w Śródmieściu i zarówno Związkowi Literatów, jak i przyjaciołom łatwo było opiekować się nim. Obecne oddalenie, konieczne ze względów zdrowotnych (potrzebne po chorobie dobre powietrze i cisza), oderwało go od środowiska, a brak telefonu uniemożliwia czuwanie nad jego życiem. Po przebytym zawale mięśnia sercowego konieczny jest stały kontakt z lekarzem i możliwość wezwania w każdej chwili pomocy. Sytuację pogarsza fakt, że mieszka sam. Mam nadzieję, że Pan Dyrektor zrozumie trudności, jakie stwarza brak telefonu, i zechce uwzględnić jego podanie w pierwszej kolejności. Prezes, Jarosław Iwaszkiewicz.”

JADWIGA – Ładne.

MIRON – Zobaczymy czy poskutkuje.

JADWIGA – Nagrywamy?

MIRON – Tak, kawałek dziennika...Aha. Wolałbym zasłony. Ale ty lubisz słońce.

JADWIGA – Zasłoń. Przecież to robota.

MIRON - Szaro, błoto, dużo błota, deszcze, to mnie podnieca!

JADWIGA – Dobrze się tu czujesz?

MIRON – U ciebie w przedpokoju ciemna perspektywa. Tak, im ciemniej, tym lepiej. Mam tu kawałek na ten temat.

Jadwiga włącza magnetofon. Próbują. Przesuwają stolik.

JADWIGA – Już.

Miron czyta kawałek swojego dziennika. Jadwiga leży w bezruchu, skupiona.

MIRON - /czyta/ Dzień czasem tylko mi daje znak pojaśnieniem

zasłon na oknach, czasem wyjrzę na początku rano na chwileczkę z

dziewiątego piętra. A tak to żyję w nocy, bo dużo tej nocy. Raz mokrej,

raz suchej. Nie odczuwam najmniejszej potrzeby jasności. Moje nerwy

odpoczywają bez niej. Mój organizm popada w radość na widok szarugi

albo ciemności z deszczykiem. Tylko...

 

***

SCENA 7/ 45 m. MIESZKANIE JADWIGI

Wpadła Ania /córka Jadwigi/ z Justynką i Tadek /mąż Ani/.

ANIA -Miałam dziś referat w IBL-u na podstawie mojej pracy doktorskiej „Powieść psychologiczna lat czterdziestych”. Akurat w IBL-u była jakaś sesja z Rosjanami, ci Rosjanie przyszli na mój referat.

Obecna jest znajoma, Marysia.

MARYSIA – Wiecie, mój szef dostał złoty serwis od Nikodema, metropolity Leningradu.

ZDZISŁAW – Ho, ho, jak za cesarskich czasów.

MARYSIA – Nie taki wielki serwis. Ale łyżeczka, spodeczek i filiżanka. Wystarczy!

JADWIGA – No, pewnie!

JUSTYNKA – Masz, babciu, książeczkę. Będziemy czytać. Co to jest?

TADEK - Mówiliśmy jej, że ty nie widzisz. Ale ona o tym zapomina.

ANIA – Dziadek telefonował do mnie: „Aniutka, wpadnij koniecznie, osobiście. Mam do ciebie pilny interes”.

Zjawił się dziadek.

DZIADEK – Wiesz, Aniutka, wczoraj był drab podesłany.

JADWIGA – To nonsens. Nie rób z domu fortecy!

DZIADEK – Proszę cię, Aniutka, wejdź i wyjmij z góry z segmentów broszki i bransoletkę. Jedna dla ciebie, druga dla mamy. Niech mama schowa u siebie.

JADWIGA – To Dziadek myśli, że drab wejdzie tylko do niego.

 

Potem siedzą przy kawie.

TADEK – „Zawał” jest nudny. „Szpital” może dobry. Ale ten „Inowrocław” i „Konstancin”. Tyle brulionów. Jaką Miron miał w tym ideę? Nie wiem. Żeby wszystko zapisać? Albo o trudnościach z pisaniem?...

JADWIGA – To też dramat. Mnie się „Zawał” bardzo podoba. Nikt tak nie napisał o szpitalu ani o sanatorium. Ci wszyscy żywi ludzie, te sytuacje. A Bydgoszcz! A te podwarszawskie, Jeziorna, Klarysew, Piaseczno – to pisze poeta! Wyka byłby zachwycony.

TADEK – Skąd możesz wiedzieć?

JADWIGA – Czuję. No, przekonasz się. To będzie bardzo dobra książka.

 

Zdzisław wyszedł ze swojego pokoju.

DZIADEK – Jadzia, czy pozwolisz wtajemniczyć Zdzisia w tę sprawę?

ZDZISŁAW – Jaką sprawę?

DZIADEK – No, z cmentarzem.

JADWIGA – To bzdura!

DZIADEK – Ale czy pozwolisz powiedzieć Zdzisiowi? W końcu to twój były mąż.

JADWIGA – Jak chcesz. Ale to nonsens!

ZDZISŁAW – Justynko, nastawić płytę z ptaszkami?

JUSTYNKA – Nie, ja sama wybiorę.

JADWIGA – Ciekawa jestem, jaki to będzie wybór.

JUSTYNKA – O, tę pomarańczową.

***

SCENA 8/ 4 m. MIESZKANIE JADWIGI

Jadwiga, słuchając taśmy magnetofonowej, przepisuje na maszynie dziennik

Mirona. Dla lepszej orientacji kilka liter oznaczonych jest plasteliną.

MIRON - /z taśmy/ Dzień czasem tylko mi daje znak pojaśnieniem

zasłon na oknach, czasem wyjrzę na początku rano na chwileczkę z

dziewiątego piętra. A tak to żyję w nocy...

***

SCENA 9/ 110 m. MIESZKANIE JADWIGI RANO

A.

Rano. Charakterystyczny, „falisty” Mironowy dzwonek.

MIRON – O, to dla ciebie. Pachnie!

Podaje Jadwidze pęk narcyzów.

MIRON – Trzydzieści. Baba się ucieszyła, że biorę aż tyle. Za 15 złotych. Dla niewidzącej. Nie. Nie jest nieszczęśliwa. A tu płyta. Monteverdi. Znasz? Kupiłem płyty dla ciebie i dla Agnieszki, bo jestem w dobrym humorze.

JADWIGA – Tak się cieszę!

Miron czyta okładkę płyty.

MIRON – Ta druga płyta to Andrea Gabrielli. Z 1510.

Wręcza Gosposi /całodobowa / czekoladę.

MIRON – To dla pani.

GOSPOSIA – Dziękuję! Dziękuję! Ten Miruś nie chitry, co, prawda?

MIRON – A to dla tych, co piją kawę.

Stawia puszkę ekstraktu na kredensie w kuchni.

MIRON – I przytachałem pościel. Dwa komplety.

JADWIGA – Świetnie, akurat dziś pan Julian zaniesie do pralni.

MIRON – Nie mam wyrzutów, bo w jedną stronę stąd blisko. Papier się trochę rozłazi. Ale chyba nie szkodzi. Warszawiacy są tolerancyjni, prawda?

Pan Julian - przewodnik społeczny:

JULIAN – Czy pan Białoszewski wie, że umarła żona Słonimskiego?

MIRON – Tak? Znałem ją. Bardzo miła pani, bardzo ładna, malarka. Była u mnie na przedstawieniu.

DZIADEK – Laska jest już dla mnie za słabym oparciem. Trzeba być z kimś.

MIRON – Jak pan będzie miał ochotę, to niech pan powie! Ja mogę z panem pójść.

JADWIGA – Wczoraj po południu była Ola. Litowała się nad Dziadkiem – jaką on, biedny, ma smutną starość.

MIRON – Ale chodzi, chodzi! Czasem lepiej ode mnie. Ja rano czasem tak, o tak.

Miron zgina się i powłóczy nogami.

MIRON – I spotkałem dziś Jastruna. Jak on się postarzał...

JADWIGA – Czy jest starszy od ciebie?

MIRON – Dziecko! To już dziadek, dziadek! Ja nie chcę! To okropne. Nie lubię ludzkości. Czasem lubię, ale częściej nie. Te dowcipasy... to picie wódki.

Miron i Jadwiga idą do pokoju.

B.

Pan Julian marudzi:

JULIAN -Pościel nie policzona.

 

JADWIGA – Świetnie, żeś się zjawił! Dzwoniła Krystyna z wydawnictwa. Awantura z twoimi pieniędzmi. Kasjer się wścieka. Bo muszą odprowadzać i sprowadzać z banku trzeci raz. Poręczyłam za ciebie, że dzisiaj nie nawalisz.

Miron ciężko westchnął.

MIRON – Obudziłem się o wpół do pierwszej w nocy. Chciałem do ciebie albo na Żoliborz. Pojechałem na Żoliborz. Nakręcaliśmy we troje kawałek filmiku. Pisałem teraz na ławce przed domem, bo ciepło.

Wręcza Mironowi maszynopis.

JADWIGA - Ostatnia porcja już przepisana. Zła jestem na siebie, że się prędko męczę, bo chciałabym pisać tak szybko, jak ty tworzysz. To mój maleńki udział, nie, tylko współuczestnictwo, a tyle radości.

Jadwiga dumna:

JADWIGA – Weź teczkę nagrań. Zobacz, jaki porządny skorowidz nagrań. Wczoraj ze Stachą żeśmy zrobiły. Osobny na każdą książkę. „Szumy, zlepy, ciągi”, „Zawał”, i tę nową „Odczepić się”. Jak na ślepaka ładnie, prawda? Nagrywamy?

MIRON – Tak. Przyniosłem kawałek dziennika. Trzeba czytać, kiedy jest ochota.

JADWIGA – Cieszę się, że tak na gorąco i że ja pierwsza usłyszę.

Jadwiga czyni przygotowania do nagrania. Miron siedzi przy stoliku i pisze.

JADWIGA – Piszesz, Miron!

MIRON – A tak, dopisuję.

JADWIGA – Zrobiłam odkrycie, że można to usłyszeć – takie szuranie długopisu.

MIRON – Zaraz będziemy nagrywać, chwileczkę, tylko wezmę lekarstwo.

Poszedł do kuchni po wodę.

Nagrywają dziennik.

MIRON - /czyta/ Poleciałem na Saską ze skierowaniem do kardiologa...

JADWIGA – Och, Miron, kiedyś ty zdążył! Przecież to jeszcze ciepłe.

MIRON – Wiem, że to ciebie bawi, więc się pospieszyłem. /czyta/ Rejestratorka w okienku pyta: - Ma pan wszystkie badania? - Wszystkie? EKG. - To jeszcze trzeba...Trzeba opad. Morfologia, mocz, Rentgena klatki piersiowej. - Aha, to aż tyle? - Inaczej pana nie przyjmie. - A to muszę znów iść po skierowanie na Ateńską? - Tak. -Jadę zły. Zapomniałem jakie dokładnie badania mam zrobić. OB, morfologia, zdjęcie klatki piersiowej, i coś jeszcze. Wstępuję na Saską. Po to. Sprawdzam. - Mocz. -Aha. Mocz czwarty. - Idiota! - zezłościła się lekarka - nigdy tego nie było. Zaraz panu dam te skierowania. To idiota, to jakiś narkoman. Badanie moczu do serca! ...

C. KUCHNIA

W kuchni.

MIRON -Gdybym miał większą kuchnię, lubiłbym w niej siedzieć.

JADWIGA – Ja też lubię. A w twojej nie możesz?

MIRON – Nie. Za mała. To kapliczka.. Adolf Rudnicki kiedyś bardzo lubił siedzieć w swojej kuchni. Pisał tam.

JADWIGA – Wiesz, Miron, chcę zapisywać, każdy mój dzień. Mam ochotę, żeby to były takie listy do ciebie.

MIRON – Nie lubię takich listów. Są sztuczne. Nie znoszę niczego sztucznego. Żadnych nylonowości. List musi być prawdziwy. Z innej miejscowości. Przejść przez pocztę. Listy są zbyt ulotne i jest w nich bałagan. Lepiej dziennik.

JADWIGA – Kiedy mi trudno. Tamta forma łatwiejsza.

MIRON – Jak chcesz. Ja swoje powiedziałem.

Sięgnął po torbę.

MIRON - Przyniosłem spodnie podarte na dupie i gdzie indziej, a te, co noszę, od Gracji, są ostre. Męczą mnie. To pilna sprawa. Kupcie ze Stachą, ona ma dobry gust, takie spodnie jak te, o numer większe, ciemne. Najważniejsze kryterium to miękkość i gładkość.

GOSPOSIA – Niech pani pije kawę, bo wystygnie. Wynośta się do pokoju!

Miron pierwszy poszedł do pokoju.

JADWIGA – Dlaczego Gosposia taka zła? Myślałam, że lubi, kiedy jesteśmy w kuchni.

GOSPOSIA – Bo on tak szybko „be, be be”. Nic nie można zrozumieć. Jak pani będzie w moim wieku, to pani zobaczy.

D.

Pokój Jadwigi. Miron ziewa.

MIRON – Nie spałem w nocy. Idę już.

JADWIGA – Zdejm z grzbietu koszulę. Weź nową z szafy. Środkowe drzwi, na półce, w papierowej torbie.

MIRON – Już trzeba?

JADWIGA – Tak.

MIRON – A gdzie położyć?

JADWIGA – Lewe drzwi na dole.

***

SCENA 10/ 14 m. MIESZKANIE JADWIGI

Jadwiga i Stacha /lektorka/. Jadwiga pokazuje jej koszulę.

JADWIGA – Mirona. Wyprałam.

STACHA – Czysto wyprana. Wyprasuję. Ale mankiety wystrzępione. Wezmę do domu. Poproszę sąsiadkę, to przeszyje na maszynie.

Stacha zaczyna czytać głośno książkę. Nagle:

STACHA – Ojej, pani Jadwigo, ale co ja powiem tej sąsiadce? Podarta męska koszula...

JADWIGA – Pomyśli, że pani sobie kogoś przygadała.

STACHA – E, nie, to już lepiej sama zreperuję.

SCENA 11/ 5 m. JAZDA AUTOBUSEM PRZEZ MOST

Jadwiga i pan Julian jadą autobusem na drugi brzeg Wisły.

 

SCENA 12/ 12 m. OSIEDLE MIRONA NA PRADZE

Idąc od przystanku natknęli się na Mirona. Prawie z dumą pokazuje im swoje osiedle

MIRON – City Chamowa.

JADWIGA – To ty nazwałeś?

MIRON – Nie, przejąłem od mieszkańców Saskiej Kępy zza Trasy Łazienkowskiej. O, tu apteka! Tu bar mleczny. Ma tę zaletę, że pusto. Jadłem dziś pierogi śląskie z takimi grzybkami, bardzo dobre, i żurek.

JADWIGA – O, to dobrze. Czy ten plac jest okrągły?

MIRON – Nie, trójkątny. O, tu zaczyna się step.

JADWIGA – Już?

MIRON – Tak. Zaprowadzę cię kiedy.

JADWIGA – A Wisła blisko?

MIRON – Blisko. Lecę na zakupy. Wtorek, będą goście. Mieszkanie nie zamknięte.

 

SCENA 13/ 8 m. KLATKA SCHODOWA W BLOKU MIRONA

Jadwiga i pan Julian weszli do bloku Mirona.

JULIAN – No tak, winda czynna od pierwszego piętra.

JADWIGA – Tak będzie ze trzy lata.

JULIAN – Ano, ano.

Pną się po schodach na pierwsze piętro, wsiadają do windy.

SCENA 14/ 106 m. MIESZKANIE MIRONA

A.

U drzwi Mirona zwisa zepsuta klamka. Weszli do środka.

JULIAN - Wychodek też już nie działa. Przelewanie wody kubkiem.

Z kranu nad wanną woda leci, aż chlupocze.

Pan Julian zakręca.

Jadwiga i Julian zabrali się do powlekania kołdry.

JADWIGA – Wsypa od jaśka podarta. Trzeba kupić.

Dzwonek. Wchodzą dwaj.

– My ze spółdzielni.

JADWIGA – To panowie naprawią klamkę i rezerwuar?

– Nie. My jesteśmy tylko od uszczelniania drzwi i okien. Przepraszamy.

B.

Wrócił Miron obładowany.

MIRON – Niech sobie dupy uszczelnią.

Wyładunek. Ser, banany, grapefruity, mortadela. „Mydło młodości” do mycia.

JADWIGA – Uczestnicy wtorków sami powinni kupować. Tobie nie wolno dźwigać

MIRON – Nie ma jak.

JADWIGA – Na placu Dąbrowskiego tyle nie dźwigałeś.

MIRON – Zawsze. Tak samo.

JADWIGA – Ale zawał.

MIRON – Trudno. Nic na to nie poradzę.

JADWIGA – To już rok od zawału.

MIRON – Właśnie. Czeka cię nowy zakup. Torba zaczyna się drzeć, noszę takie ciężary. Te dżemy dokupiłem, żeby było niewygodnie nieść.

C.

Przyszedł Tadek. Przytaszczył szafkę.

TADEK - Kupiłem szafkę do łazienki.

MIRON - Oj, zaraz, właściwie to tu nie ma miejsca.

TADEK - Już nie narzekaj.

MIRON - No dobrze, właściwie sporo tam się da upchać.

TADEK - Mogę kupić drugą. Obydwie zmieszczą się nad wanną.

MIRON - Zobaczymy.

D.

Weszła fala gości.

AGNIESZKA – To my – ja, Malina i Anula. Cztery sztuki.

JADWIGA – Ach, to dobrze!

Berbera przyniosła ciastka.

BERBERA – Od Bliklego.Chcę zrobić plateau, a tu nie ma żadnej tacy

JULIAN – Trzeba wyciągnąć blachę z piecyka.

MIRON – Nie wejdzie z powrotem.

JADWIGA – Miron boi się o wszystko w swoim nowym mieszkaniu.

Miron wyciągnął blachę.

MIRON – Brudna.

Julian myje ją w wannie, łomocze i brzęczy blachą.

Na adapterze „Bogurodzica”. Taca gotowa. Nakrywają ją indyjskim ręcznikiem.

E. KUCHNIA

W kuchni Miron udziela wywiadu dla Radia.

RADIÓWKA - Dla mnie poezja to muzyka i obraz.

MIRON - Nie tylko, nie tylko. W poezji są słowa, a w tamtych nie,

więc chodzi o znaczenia i skojarzenia, poeta może mieć swoje propozycje

F.

Dzwonek. Sąsiadka.

SĄSIADKA – Czy można pożyczyć krzesła?

TADEK – Nie. Dziś wtorek, dzień przyjęć.

Po wyjściu sąsiadki śmieją się.

BERBERA – Pomyśli - to pewnie doktor.

G.

Wyszedł Miron z kuchni a z nim pani z Radia.

RADIÓWKA – Opowiedzcie, jak to po raz pierwszy przyszłyście do Mirona. Jaki to był dzień?

AGNIESZKA – Cała epoka! Powiedziałam Mironowi: „Jeden taki chłopiec chciałby do pana przyjść”. A Tadziowi zostawiłam na drzwiach Mirona kartkę „Pukaj śmiało”.

RADIÓWKA – A dlaczego pani przyszła?

AGNIESZKA – Musiałam. Miałam sen i się zaraz sprawdził.

RADIÓWKA – Jaki sen?

AGNIESZKA – Wejście Jacka w złotej dalmatyce.

RADIÓWKA – Może on podsłuchiwał waszą rozmowę z Mironem i się przebrał.

AGNIESZKA – Może mojego głosu wewnętrznego. Malina została przeciągnięta przez drzwi w pozycji prostopadłej, a Jacek wołał uradowany „Psy! Psy! Psy!”, bo ona miała takie futro.

MALINA – Tata mi kupił.

ANULA – A ja weszłam najpóźniej, bez wahania, żwawym, tanecznym krokiem.

RADIÓWKA – Czy wyście już pokończyli studia?

MIRON – Magistry.

AGNIESZKA – I kursy pouniwersyteckie nocnomateracykowe na placu Dąbrowskiego. Wyższe uniwersytety.

H.

Nowa fala gości.

Gracja pokazuje węgierski tom wierszy Mirona.

GRACJA –Dziewięćdziesiąt dziewięć wierszy Mirona tłumaczonych na węgierski przeze mnie i przez Sandora Weöresa.

Jadwiga wzięła książkę do rąk.

JADWIGA – Format kwadratu, śliski, kojarzy się ze wszystkim, ale nie z wierszami. Raczej z folderami.

TERESA