Rozmowa piętnasta – O ZIMIE

28 lipca 2002

Rozmowa piętnasta – O ZIMIE

· - Babciu, jak ja bym chciała żeby już zima się skończyła!

· - Dziecko, dopiero się zaczęła.

· - Ale ja się już zabije w tę zimę!

· - Co ty opowiadasz? Dlaczego tak mówisz?

· - Bo ty tak mówisz i mama.

· - Jak? Że się zabijemy w tę zimę?

· - Tak. I w ogóle że się zabijecie.

· - No tak… ale my tak mówimy, no tak… bez namysłu. Wiesz Polska zima jest wyjątkowo przykra, taka brudna, błotnista, chlapowata i taka ….jak to nazwać? Bez urody, bez wdzięku, bez białego śniegu…rozumiesz? W mieście, bo na wsi jest ładniej…..

· - Nie jest okropnie, te sanki, narty, śnieg jak gwiazdki, bałwany i śnieżki, co wierszach w przedszkolu tak piszą to kłamią. A zima to jest taki czas, kiedy wszystko jest zimne! I tyle! A śnieg to lód z nieba a nie gwiazdki. I mnie gryzą ubrania!

· - Może masz uczulenie na wełnę?! Mama cię badała na tę okoliczność?

· - Ja mam uczulenie na zimę. Tylko rolnikom jest dobrze w zimie, bo nie muszą pracować tylko sobie siedzą w ciepłych domach przy kominku i mają pierzyny.

· - Co?! Rolnicy w ziemie siedzą przy kominku i pod pierzynami?! A kto ci naopowiadał takich bzdur?

· - W wierszu tak było, że nie pracują…

· - Co wy tam za wiersze czytacie w tym przedszkolu?!

· - Że drzewa usypiają, plaże są puste, zwierzęta głodne, ptaki odleciały, robaki i motyle poumierały, mrówki są głodne, biedronki śpią i tylko zimorodki mają dobrze….

· - Dlaczego zimorodki?

· - Bo się rodzą w zimie, no to nie znają lata i myślą ze tak jest zawsze i no to trudno, bo wiesz babciu jak ktoś nie wie że może być inaczej to jest zadowolony i myśli że tak jest dobrze, bo nie wie że jest też lepiej…

· - Poczekaj idę do encyklopedii, bo nic nie wiem o zimorodkach, a ty skąd wiesz?

· - Z wiersza.

· - Słuchaj zimorodków prawie nie ma w Polsce! One występują licznie w Południowej Afryce! Wyobrażasz sobie?!

· - No mówiłam! Nawet zimorodki wolą być gdzie indziej niż w zimie.

· - Niż w Polsce.

· - Nie, w zimie.

· - I to było w tym wierszu?

· - Nie, że zimą wszystko umiera.

· - O jasna cholera! Ja idę do tego twojego przedszkola! Co to jest?! Co to za wiersze? Wpędzają dzieci w depresję zimową! A łyżwy, sanna, a kulig, a choinka, a święta, a św. Mikołaj, a prezenty, a Nowy Rok, sylwester, zabawy. Karnawał!!! Wszystko umiera? Co to za poeta?

· - Nie wiem.

· - A babciu, kiedy ty ostatni raz widziałaś kulig? Bałwana? Lodowiska nie ma, na narty trzeba wyjechać daleko, a choinka i prezenty to trwa krótko…

· - Ja się z tobą zabiję!

· - A nie mówiłam, mówisz tak, że się zabijesz, i mama też tak mówi, bez przerwy chcecie się wszystkie zabijać, babcia-pra też.

· - Nie „babcia-pra”, tylko prababcia, mówiłam ci.

· - A dziadek ani tata tak nie mówią.

· - Bo może to jest specjalność kobiecej gałęzi rodu. Ty też tak już mówisz, widzisz! Ledwo odrosłaś od ziemi a już jesteś taka jak my wszystkie w tej rodzinie….

· - Ja nie chcę być taka jak ani ty, ani mama, ani babcia-pra, ja chcę być podobna do Marcysi.

· - Kto to jest?

· - Moja koleżanka.

· - Figę! Musisz być podobna do nas, i nic na to nie poradzisz! Bo z nas się urodziłaś i taki twój los. Będziesz miała skłonności do tycia, kłopoty z cerą, wybuchowy charakter, będziesz wstawała skoro świt a za to słaniała się z ochoty snu już koło ósmej wieczorem, ale za to nie będziesz miała kłopotów z żylakami, sercem, dojrzewaniem i menopauzą sadząc po nas wszystkich i babci-pra, no i żadnych problemów z facetami, każdy będzie chciał się z tobą ożenić, bo będziesz rozsądna, zrównoważona, zaradna i praktyczna.

· - O matko, ja się zabiję!

· - A widzisz!

· ROZMOWA XVI WIERNOŚĆ

- Babciu, a co to znaczy, że wierni przyszli do kościoła? Jacy wierni?

· - Wierni Bogu. Ci, którzy wierzą w Boga przyszli modlić się do domu Boga, do kościoła.

· - A ja myślałam, że pies i kot jest wierny, żona i mąż.

· - Tak, ale o innego rodzaju tu wierność chodzi, a w gruncie rzeczy o tę samą, ale nie o taką samą.

· - A jaką?

· - Taka zwykłą. Mąż jest wierny żonie, żona mężowi, pies panu, pan psu.

· - Pan psu!? Oj babciu, babciu…

· - Pan psu też. Jeśli jest dobrym panem. Ale mąż wierny to nie znaczy, że wierzy w żonę, tylko, że jej nie zdradza, pies wierny to nie taki, który wierzy w pana a taki, który pana nie zdradzi.

· - A wierni Bogu, to, że wierzą w Boga, ale mogą zdradzić?

· - Nieeee!

· - No to jak?

· - Wierni Bogu, to znaczy, że postępują według nakazów wiary, w naszym wypadku wiary katolickiej. Znaczy wierzą po pierwsze, że Bóg istnieje a potem postępują wedle dziesięciu przykazań, nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu, czyli nie kłam itd..…zresztą będziesz się tego wszystkiego uczyć, teraz jesteś jeszcze za mała żeby to zrozumieć….To chodzi o cos dużo większego, o więcej niż tak zwykła wierność, czy lojalność…

· - A ja słyszę najczęściej, że pies jest wierny….

· - No tak, to, to samo słowo, ale raczej powinno się mówić, pies jest przywiązany, posłuszny, wierny w tym wypadku znaczy coś innego niż …..

· - A to znaczy, że żona nie wierzy w męża a maż w żonę a i tak są wierni?

· - Lena, czy ty nie masz prostszych pytań?

· - Ale babciu, a dlaczego mówią ludzie - wierny j a k pies?

· - Bo pies nie ocenia, nie analizuje, nie wątpi, tylko jest wierny swojemu panu niezależnie od tego jaki ten pan jest.

· - A mąż może być zły i żona i tak musi być wierna jak pies?

· - W zasadzie tak, i mąż też, bo przysięgali przed Bogiem że będą sobie wierni aż do śmieci, niezależne od okoliczności.

· - A Bóg?

· - Co Bóg?

· - A jak Bóg jest zły?

· - Bóg jest dobry. To jest pewne. Tego się nie podważa! Nad tym się nie zastanawia. Tak jest i już!

· - A dlaczego?

· - Lena! Poproszę o łatwiejszy zestaw pytań!

· - A ludzie się zdradzają. I ja to wiem!

· - Rewelacja! Bo są ułomni, niedoskonali. A Bóg jest doskonały. Bóg nie zdradza.

· - Skąd wiesz?

· - Wierzę.

· - Ja mam wierną przyjaciółkę Marysię, i ja jej jestem wierna.

· - Co to znaczy?

· - Że bawię się tylko z nią.

· - To dobrze. Ale właściwie… nie bawisz się z innymi dziećmi?

· - Nie. Chyba ze się pokłócimy. Lepiej mieć przyjaciółkę niż męża.

· - Co?

· - Bo jakby Marysia była zła to ja nie muszę jej być wierna do końca życia i mogę sobie robić co chcę, a mężowi muszę….

· - Ale na tym polega wierność w przyjaźni, że nawet jeśli myślisz że Marysia jest zła, albo ktoś ci mówi że jest zła, to w to nie wierzysz, tylko ufasz najpierw Marysi…

· - No, a mąż to od razu wiesz, że jest zły, a i tak musisz mu być wierna… To jest niesprawiedliwe.

· - No, nie do końca…

· - To to jest, niesprawiedliwe.

· - Jeśli naprawdę mąż jest zły to….

· - Ale przecież mówiłaś że jak mu przysięgniesz w kościele to koniec ….

· - Lena! Ty się chyba na mnie dziś uwzięłaś!

· - To, o czym porozmawiamy?

· - O kolorach. Podobno przestałaś lubić różowy kolor. Teraz lubisz żółty?

· - Kto ci tak powiedział?

· - Twoja mama.

· - Nie prawda lubię i różowy i żółty. Tylko ze żółty jest weselszy i dlatego.

· - Wiec jesteś dalej wierna różowemu, tylko….

· - Babciu!

· - Co?

· - To ty się uwzięłaś na tę wierność. Taki mamy dziś wierny dzień!

· - Wredny dzień, chciałaś powiedzieć. Ja tak mówię specjalnie żebyś zrozumiała różnicę miedzy wiernością Bogu, wiernością drugiemu człowiekowi, wiernością w przyajzni i tym, że ktoś jest wierny swoim przyzwyczajeniom czy upodobaniom. Ale my i tak nie możemy się dziś dogadać.

· - No, bo ty babciu mi nie umiesz wytłumaczyć!

· - No bo, nie umiem!

· - I wtedy jesteś wredna!

· - Oj teraz przesadziłaś! Ale ja zawsze będę ci wierna. Cokolwiek by się nie wydarzyło! Nawet jak się pokłócimy.

· - I ja tobie też. Pocałuj mnie.