POROZMAWIAJMY O ŻYCIU I ŚMIERCI31 marca 2003 Tytuł: POROZMAWIAJMY O ŻYCIU I ŚMIERCI Nagrody EKSPLIKACJA REŻYSERSKA DOTYCZĄCA TEKSTU "POROZMAWIAJMY O ŻYCIU I ŚMIERCI" KRZYSZTOFA BIZIO. Tekst pana Krzysztofa Bizio "Porozmawiajmy o życiu i śmierci" wydał mi się interesujący, ponieważ rejestruje on jak się wydaje nasze wyobrażenie o współczesnym, małym, marnym, podłym człowieku, żyjącym gdzieś tu, obok nas. O człowieku bez zasad, moralności, wartości, niezdolnym do odczuwania uczuć wyższych i kierowania się w życiu wyższym celem i myślą. Co więcej prostota zapisu, trafność wyboru dręczących bohaterów problemów, język jakim się posługują, jest syntezą małego realizmu, codziennością tak dosłowną, że pozwala na myślenie o uogólnieniu i zachęca do podniesienia tego przykładu marnego, podłego życia, do wymiaru tragedii. Czytając ten tekst przyszło mi do głowy, że gdyby dokonać zabiegu zderzenia go z symbolem, jakim jest śmierć Jezusa, męczeństwo Chrystusa, poniesione dla odkupienia win ludzkich, ustawiłoby to całość tekstu, jego wyraźne zresztą, przesłanie na zupełnie innym poziomie, a pociągające mnie uogólnienie i nadanie temu zapisowi wyższego sensu, byłoby w sposób czytelny i piękny zrealizowane. Mielibyśmy trzy postaci Matkę, Ojca i Syna - troje małych, codziennych ludzi, posługuacych się kłamstwem, zdradą, nielojalnością, okrucieństwem, brakiem miłości, morderstwem- jakim jest w oczach kościoła usuniecie ciąży, na co dzień. Ludzi przypominających każdego z nas i każdego z tych, których mijamy na ulicy. Ludzi w tej interpretacji rozgrywających swoje podłości, na tle wielkiego dramatu, jakim jest Droga Krzyżowa odbyta przez Chrystusa, właśnie dla ich zbawienia. Oczywiście wyraz, wymiar tej opowieści, poziom spotkania na ekranie tych dwóch dramatów, zależy całkowicie od przeprowadzenia tej myśli. Należy zachować proporcje spraw, takt i kulturę myślową i realizacyjną. Szansę na to widzę w przede wszystkim w wyraźnym oddzieleniu obu światów, świata biblijnego od świata współczesnego. Oddzieleniu absolutnym, przy jednoczesnym połączeniu, wymieszaniu ich znaczeniowym. Wyobrażam sobie, że te trzy osoby naszego dramatu Ojciec, Matka i Syn, grają w sposób realistyczny, „boleśnie” prawdziwy, a w kontraście z tym cały wątek Chrystusa, XIV Stacji Męki Pańskiej byłby oparty na bardzo silnej stylizacji. Do realizacji zaprosiłabym panią Ewę Wycichowską i część jej wybitnych tancerzy z Poznańskiego Teatru Tańca, przy czym nie ma tu mowy o tańcu w sensie stricte, a raczej o pięknej opowieści pasyjnej głęboko stylizowanej i opartej na najsłynniejszych przykładach znanych w malarstwie i rzeźbie, przedstawiających Drogę Krzyżową. Kostiumy, sposób fotografowania, oddzielanie tych dwóch światów a jednocześnie łączenie ich, moim zdaniem da niezwykle ciekawy rezultat, niosący piękne i ważne przesłanie. Do współpracy poprosiłabym twórców z takim dorobkiem, i klasą, że nie sądzę, aby groziła nam pretensjonalność ( podstawowy grzech przy tego rodzaju pomyśle) głupota, czy naruszenie uczuć kogokolwiek. Zdaje sobie też sprawę, że aby zrealizować tego rodzaju, prosty, wydaje się banalny pomysł, zderzenie codziennego grzechu, przypadkowej codzienności, z tak wielką ideą, myślą i symbolami zawartymi w kulturze judeo –chrześcijańskiej, należy mieć wiarę, przekonanie w sam sens tego zabiegu, w jego przesłanie. Ja ją mam, co więcej mam prawdziwą potrzebę postawienia tak myśli, przedtswienia w tak zdecydowany sposób problemu. Mimo że to zadanie trudne. Zakończenie sztuki, to znaczy Przemiana bohaterów, powrót do miłości i dobra, jaki przeżywają na końcu, w obliczu śmierci i zagubienia byłby dużo mocnej wyakcentowany niż jest to zapisane w tekście pana Bizio. Na tym mi zależy. Myślę na razie niejasno, majaczy mi się scena, w której na końcu Chrystus siada z nimi, z tą doświadczoną samotną rodziną, przy stole. Mam zamiar zresztą, gdyby doszło do naszej realizacji, poprosić autora,( zachęcona przez niego samego zresztą) do wyraźniejszego zapisu końcowej sekwencji. Krystyna Janda Chciałabym, aby zdjęcia zrobił pan Edward Kłosiński. Scenografię Maciej Maria Putowski, Ojca zagrałby Marek Kondrat, Syna - ktoś młody, o wielkiej prawdzie, przypuszczam, że ewentualnie do tej roli musiałabym robić przesłuchania. Matkę zagrałabym ja sama. Jeśli chodzi o wątek Pasyjny zaprosiłabym jak wspominałam do współpracy panią Ewę Wycichowską i Poznański Teatr Tańca, konsultantem byłby ksiądz kanonik Robert Raczyński. Całość realizowałabym w wielkim studiu dającym wszelkie możliwości dla odrealnienia wątku męczeństwa. Teatr Telewizji jest jedynym miejscem, telewizja i jej możliwości techniczne jedynym medium dającym możliwości zrealizowania tego pomysłu, i w tym wypadku medium idealnym. |