MĘSKIE- ŻEŃSKIE Narzeczony27 lutego 2004 Krystyna Janda Arkadiusz Borowik Anna Bojarska Scena 0 ULICA. Lilka idzie do galerii. Zła. Dzień. Wyprzedza ją idący za nią zarośnięty brudny bezdomny. BEZDOMNY: Dasz królowo na piwo? LILKA: A co mam zrobić? Pan idzie za mną już jakiś czas. Dlaczego? Dlaczego akurat ja? Wyglądam na bogatą? BEZDOMNY: Nie, królowo, bo masz ładne nóżki. Bezdomny trzymając już pieniądze w ręku nagle klepie ją w tyłek. LILKA jest do tego stopnia oburzona, że ją "zatyka". Stoi moment, nie może ochłonąć. Po chwili odwraca się niespodziewanie do kamery i mówi: CHOLERA, CZY WY SOBIE WYOBRAŻACIE, ŻE MNIE TO SPRAWIŁO PRZYJEMNOŚĆ!? CZY JEST JUŻ ZE MNĄ TAK ¬LE? Odwraca się za odchodzącym i patrzy na niego, potem kontynuuje, uśmiechnięta już, drogę do Galerii. Bezdomny odchodzi, śmiejąc się na całą ulicę. I wołając BEZDOMNY: Oj, królowe! Królowe! Ożeńcie się ze mną! Nigdy nie będziecie jadły samego chleba, zawsze ze łzami! Scena 1. WNĘTRZE. DZIEŃ. GALERIA. WANDA, LILKA Galeria. LILKA wraca z rozmowy o wynajem tego wnętrza. Jest w podłym nastroju. W Galerii zastępuje ją WANDA. Wchodzi. WANDA siedzi przed lustrem i tępo się w nie wpatruje. LILKA: Bo zobaczysz diabła! Wanda zerka na matkę, ale nie zwraca na nią większej uwagi, ciągle wpatrując się w lustro. Robi jakąś minę. Lilka uważniej przygląda się córce. Nalewa sobie herbaty z czajniczka stojącego na stoliku. W trakcie sceny popija. LILKA: Był ktoś? Ktoś coś kupił? Oglądał? Chciał coś? Chyba wprowadzę ciuchy używane albo sex porady, biuro matrymonialne pod płaszczykiem galerii. Nikt nic nie kupuje! Oprócz tych koszmarnych zezowatych aniołków nic nie idzie! A ten bałwan chce mi podwyższyć czynsz! WANDA: (PRZYPOMINA SOBIE COŚ) Nie. LILKA: Jak to nie, przed chwilą sama z nim rozmawiałam. WANDA: Mówię nie, bo mi się przypomniało, że był jeden facet. LILKA: (OŻYWIONA) I co? WANDA: (WZRUSZAJĄC RAMIONAMI) Wisisz mi dwadzieścia złotych. LILKA: Nie rozumiem. Sprzedał ci coś? WANDA: Dałam mu na wódkę... LILKA: Zwariowałaś? To pewnie Henio z naprzeciwka. Notorycznie mnie nachodzi, jakbym nie wiem ile zarabiała. Po coś mu dała pieniądze? Wanda znów spogląda w lustro. WANDA: Mamo, czy ja jestem choć trochę ładna? LILKA: Co to za pytanie? WANDA: Konkretne. Jakbyś była facetem, to umówiłabyś się ze mną? LILKA: Wiesz, że różne rzeczy sobie w życiu wyobrażałam. Raz nawet śniło mi się, że jestem kawałkiem żółtego sera, ale jednego jestem pewna, że to była TA ser, a nie TEN ser. WANDA: Zapomniałam, że z tobą nigdy nie można poważnie rozmawiać o facetach. LILKA: A ja zauważyłam, że tak naprawdę o niczym innym nie rozmawiamy. Wanda macha tylko ręką. Spogląda w lustro. WANDA: Może powinnam sobie coś zmienić? LILKA: Co ty sobie chcesz zmieniać? WANDA: Bo ja wiem... Jak tak na siebie patrzę, to pełno rzeczy mam do zmiany. Na przykład nos. LILKA (ZDUMIONA) Chcesz zmienić nos? Na jaki? WANDA: Na taki słodki, malutki, taki, wiesz, przy buzi... jak Szakira... LILKA: Dziecko, nos to nie są buty, żeby go sobie zmieniać... WANDA: Co ty możesz wiedzieć? Wanda wstaje. Przy każdym jej ruchu coś dziwnie piszczy. LILKA: Co to za dźwięk? Co za zwierzę mi znów przywlokłaś? Gdzie to jest? Przyznaj się! WANDA: Nie, to pajączek... LILKA: COOOO!!! Pająków to jeszcze tu nie miałam. Od kiedy zaczęłaś leczyć pająki? Na co chory? Na głowę chyba. Ma kłopoty z błędnikiem? Nie może się na pajęczynie utrzymać!? Ja zwariuję! Ja też nie mogę... WANDA zdejmuje na nowo płaszcz, który już zdążyła założyć, i pokazuje matce urządzenie dla dzieci zwane pajączkiem, sprzedawane przez telewizyjne sieci sprzedaży, zapobigające garbieniu się. Przy każdym ruchu, zgięciu ono piszczy. WANDA: (ZREZYGNOWANA) To jest pajączek. Zresztą to bzdura, bo to w ogóle nie działa! Piszczy w ogóle przy każdym ruchu a nie jak się garbisz! Wyciąganie od nieszczęśliwych ludzi pieniędzy, jakbym się tak na przykład za te pieniądze napiła i zapomniała o wyglądzie to bym się sama z siebie przestała garbić.... LILKA: Co się z tobą dzieje? Dziecko! Rośnie ci garb? Dlatego operacja nosa?.... Nagle WANDA opada na kanapę, ma łzy w oczach, wkłada płaszcz, ale nie może się zdecydować. WANDA: Mamo... Zakochałam się! Lilka, która zrobiła łyk herbaty, krztusi się z wrażenia. WANDA: On jest rewelacyjny! Poznałam go jak przyszedł do mnie z chorą iguaną... Mamo, ja go kocham. Nigdy nie widziałam takiego faceta. On jest tak ekstra, że mnie zaraz rzuci. Ja na niego nie zasługuję! Nie mam szans! Nie wiem, co on we mnie zobaczył... ja go kochaaaaam! To jest moja jedyna szansa w życiu...Płacze.... LILKA: (RZECZOWO) A wyleczyłaś mu tę iguanę? Może przeciągać leczenie? WANDA: Nie, bo ona jest zdrowa, tylko zapadła w zimową nieruchomość, nic jej nie jest.... Boże, co ja mam zrobić!!!!!? Może ufarbować włosy? Albo już wiem... Powiększę sobie biust! Podobno dla połowy facetów najważniejszy jest biust a dla drugiej połowy nogi. Nie ma w ogóle nic pośrodku. Twarz jest podobno właściwie bez znaczenia. No, na nogi to liczyć nie mogę Podciąga spódnicę do szyi. Potem zrozpaczona rzuca się do lustra i obciąga bluzkę, ogląda krostę z bliska, zagarnia włosy na całą twarz, zasłaniając ją zupełnie. Potem wygina się, wydyma biust i usta i zrezygnowana rzuca się znów na kanapę. Potem nagle staje i się ubiera w płaszcz... LILKA: Ty mi powiedz lepiej, co on robi? WANDA: Pracuje w agencji reklamowej! Ale mamo, to jest... LILKA: Dawaj go! Przytrzymamy go trochę. Powiedz, że masz matkę z galerią bez gustu, i trzeba mi tu urządzić wnętrze. Weźmiemy go na "zamówienie" póki co, a potem się zobaczy. Rewelacja? No ciekawe... A co do wyglądu... Każda potwora znajdzie swego amatora jak mówiła twoja babcia... Nie na wyglądzie polega sprawa! Scena 2. WNĘTRZE. GALERIA. LILKA, SYLWEK, MARIAN, KLIENTKA Galeria. SYLWEK wchodzi z jakimś podejrzanym człowiekiem - Marianem. SYLWEK: (do MARIANA) To tutaj. Marian rozgląda się po pustej galerii. Kręci głową. MARIAN: Same bohomazy jakieś... Z zaplecza wychodzi Lilka, jedząca bułkę. SYLWEK: Pani Lilianno. Przyprowadziłem rewelację! Wreszcie stanie pani na nogi. To jest wynalazek i pomysł o wymiarze światowym. Pan Marian zaraz pani pokaże. Sylwek dramatycznie zawiesza głos. Tymczasem pan Marian guzdrze się, bo nie może otworzyć walizki. Pauza się przedłuża, co psuje Sylwkowi efekt. Wreszcie mu się udaje. Nieśmiały pan MARIAN wyciąga z walizki Krucyfiksy w różnych rozmiarach. SYLWEK porywa jednego, największego i trzyma go tryumfalnie w górze. SYLWEK: Neonowy Chrystus. Dzieło sztuki. Pan Marian jest z Częstochowy. Opatentował pomysł. Pani patrzy! Lilka patrzy. SYLWEK: Świeci!? Cudo!? Rewelo!?MARIAN staje z dwoma innymi z rękach, trzymając je do góry nogami. LILKA: (KOMPLETNIE SKONSTERNOWANA) Co świeci? SYLWEK: No Jezus! Przygląda się Jezusowi.Cholera, ten Jezus musi być zepsuty! Nie świeci. Marian, dawaj dobrego... MARIAN: Ten jest dobry, tylko tu jest za jasno, to nie widać, a w ogóle to one się muszą najpierw naświetlić, a w walizce miały ciemno.Marian przeciera rękawem figurki. Spogląda uważniej.Już się chyba naświetlił... SYLWEK: Chodźmy do piwnicy! Albo dawaj płaszcz, zrobimy namiot!Wszyscy troje idą do jakiegoś kąta. Marian trzyma płaszcz a Sylwek z Lilką i z krucyfiksem włażą do tego "namiotu". Nagle wydobywa się triumfalny okrzyk Sylwka. SYLWEK: Świeci! Jak Matkę kocham! Widzi pani, świeci! SYLWEK: No nie rozumie pani? Każdy to kupi . Każdy w domu powiesi takie coś. To jest jak cud. A ludzie lubią cuda! SYLWEK: A on jest piękny! Widzi go pani?Chodzi po całej galerii z krucyfiksem. LIKLA: To jest obrzydliwe. Obrzydliwe. Ohydne. Idźcie to sprzedawać na bazarach....W tym momencie wchodzi klientka. Obserwuje przez moment Chrystusy porozkładane na kanapie i wszędzie. KLIENTKA: Ile to kosztuje? SYLWEK: Pięć dych. On świeci w nocy... widziała pani? KLIENTKA: Niemożliwe! SYLWEK: Niech pani patrzy! To jest dzieło sztuki! KLIENTKA: O Matko Boska! To ja poproszę. Klientka daje Lilce pieniądze, ale ta wskazuje na Mariana. LILKA: Niech pani zapłaci tym panom. Ja nie mam z tym nic wspólnego...Zdziwiona kobieta płaci i wychodzi. Z zapakowanym szybko przez MARIANA nabytkiem. LILKA: (do SYLWKA) Są pewne granice przyzwoitości. MARIAN: Szanowna pani, to jest tylko interes do zrobienia. Na bazarze to pójdzie po10, góra 20, prawie po kosztach produkcji, a u pani możemy na tym zarobić... LILKA: Nie rozumie pan, że ja nie mogę? Że sumienie mi na to nie pozwala? SYLWEK: Chodź Marian. Bo pani Lilka się zdenerwuje.(do MARIANA) I mówiłem ci, że jak trafisz na takiego bardzo wierzącego to mogą być problemy. Mówiłem ci . To się nadaje dla takich lżej wierzących. Rozumiesz?Wychodzą. Lilka załamana... Jeszcze chciała coś powiedzieć, ale zrezygnowała. Scena 3. PLENER. DZIEŃ. PRZED GALERIĄ. LILKA, WANDA Lilka stoi na zewnątrz. Zamyka galerię. Podchodzi Wanda. WANDA: Co ty, już zamykasz? LILKA: Muszę odpocząć. Zmęczyło mnie bezskuteczne czekanie na klientów. WANDA: Znów nic nie sprzedałaś? LILKA: Tylko jednego świecącego Jezusa, a właściwie pan Marian, a nie ja? WANDA: Świecącego Jezusa? Ty się dobrze czujesz? WANDA: Nic. Chciałam się z tobą umówić. To znaczy... chcieliśmy... Wanda i Lilka idą powoli spacerem. LILKA: Naprawdę? Z tym twoim? WANDA: No... Z Kotem. LILKA: (ZNIECIERPLIWIONA) Ja teraz nie mówię o twoich bydlętach, tylko o tym twoim facecie. (Z PRZESTRACHEM) A może to już nieaktualne? WANDA: Wszystko jest OK. Tylko on się nazywa Kot. LILKA: Boże... widocznie weterynarze tak mają. No, ale zawsze mogłaś być dentystką, a twój facet nazywałby się Siekacz... Albo Paradentoza... WANDA: Nie zaczynaj zmyślać. Jutro przyjdę z nim do galerii. LILKA: Bardzo dobrze. WANDA: Tylko... proszę cię, postaraj się... LILKA: Pewnie, tylko powiedz mi co ja mam robić? Już wiem, jak już trochę posiedzimy, udasz, że boli cię głowa i pójdziesz do łazienki, a ja sobie z nim porozmawiam. Powiem mu, że jesteś cudowną dziewczyną. Że w dzieciństwie bardzo przywiązywałaś się do swoich zabawek i... WANDA: (PRZERYWA JEJ) Jak zwykle nic nie rozumiesz. Mamo... Kot jest zupełnie inny. LILKA: Co to znaczy "inny"? Ma dwie nogi... dwie ręce... Inny to on jest tylko dlatego, że wpadłaś mu w oko. I chwała mu za to. Ale poza tym, to przecież facet... mężczyzna... trójkącik na toalecie... kółeczko ze strzałką w górę. Trzeba mu tylko uświadomić jaki jest fantastyczny i... WANDA: On nie jest taki. Zresztą sama zobaczysz... Tylko bardzo cię proszę, nie wygłup się... LILKA: Co ty myślisz, że ja jestem jakaś nienormalna? Że nie umiem się zachować? Że zacznę nosem pić z talerza? Przy narzeczonym córki.... WANDA: Jeszcze raz ci mówię, że Kot jest inny. I nie mów tak, bo się rozpłaczę... Wanda daje Lilce kartkę. LILKA: Co to jest? WANDA: Menu na jutro... Kot je trochę inaczej niż inni... Scena 4. WNĘTRZE. WIECZÓR. GALERIA. LILKA, WANDA, KOT. Lilka, Wanda i Kot stoją we trójkę nad nakrytym stołem w galerii. Kot, albo ogolony na zero, albo włosy ufarbowane na biało. Wyszukanie ubrany - minimalistycznie. New age. Przesadny w zachowaniu i słownictwie. Nic nie je, za to pali... WANDA zachwycona. Ubrana co najmniej dziwacznie. Widać, że pod jego wpływem. LILKA powoli ulega jego wpływowi. Kot właśnie w skupieniu układa na talerzu Wandy palcami kompozycję minimalistyczną: jedną marcheweczkę i dwie brukselki. Robi to z pietyzmem, jakby chodziło o dzieło sztuki. WANDA: No... teraz to ja tego już na pewno nie zjem, takie to ładne... Nie odważę się... Kot bierze z kolei sprzed nosa Lilki talerz z kopiasto nałożonym jedzeniem, podchodzi do kosza na śmieci i zrzuca widelcem nadmiar. Lilka patrzy na niego oniemiała, ale nie przyjdzie jej nawet do głowy, żeby protestować. Kot wyciera serwetką miejsca talerza zabrudzone i dokłada dwie marcheweczki, cztery ziarenka zielonego groszku. LILKA I WANDA chodzą za nim cały czas, bez refleksji z podziwem. KOT: I następuje szlachetne wymuszenie. Wizualizacja ochoty na coś, paragnienia. Mniej znaczy więcej. Nie ma problemu z wyborem, nie ma chaosu, nie jesteśmy zagubieni w ocenie, nie podlegamy zależności jednego przedmiotu, na drugi, czystość a jednocześnie uintensywnienie... LILKA: Panie Kocie... Przepraszam, ale Wanda tak do pana mówi.. KOT: Tak mówią do mnie wszyscy. Tylko bez tego "pana" proszę. To mnie szufladkuje... powoduje, że czuję się stłamszony... Mojej energii nie można klasyfikować. Lilka kiwa głową, chociaż nic z tego nie rozumie. LILKA: Aha... Kot, posłuchaj... Wszystko jest w porządku... Nie rozumiem tylko, czy to, ta minimalizacja, wzmożenie apetytu, porządkowanie spojrzenia, pola widzenia i umysłu... klasyfikowanie energii... ma jakieś..... wiesz, bo... Przepraszam cię, ale...Po chwili smętnie....jak się tak dobrze zastanowić, to nic nie rozumiem. WANDA: Mamo! KOT: Spokojnie. To wszystko jest banalnie proste a jednocześnie subtelne i cieniutkie. Jak w dowcipie o gentelmenie. LILKA: Nie znam.... WANDA: Mamo! KOT: Kto to jest gentelmen? Mężczyzna, który potrafi grać na akordeonie, ale nie gra, bo wie, że nie wypada!Kot uśmiecha się. Wanda się śmieje, a Lilka robi jakiś dziwny grymas twarzy.Ty musisz tylko wyczulić się na smak, czas, ten specjalny zapach chwili i dać się ponieść swojej naturalnej emocji. LILKA: No dobrze, ale jak się to ma do mojej galerii? Zaczynają chodzić po galerii. We troje. KOT: To proste. Popatrz... WANDA: Lilka.... KOT: Będę mówił do ciebie Li, jeśli pozwolisz... Słyszysz co się staje kiedy wypowiadam tak twoje imię ? Staje się cud! Czujesz to? ! LILKA KIWA GŁOWĄ ŻE CZUJE. KOT: Zobacz Li, spójrz na to wnętrze... Co widzisz? LILKA: (PO NAMYŚLE) No... Obrazy... rzeźby... meble... KOT: Nie, Li... LILKA: Nie? WANDA: Mamo! KOT: To co widzisz, to nic innego tylko chaos. Obezwładniający, bezduszny chaos. Wchodzi klient i od razu jest zagubiony, nie wie na czym zatrzymać oko, czemu się przyjrzeć, jest zniechęcony, zmęczony i już po chwili... zaczyna się dusić. LILKA: No, ale tu przychodzą różni ludzie. Oglądają, chcą posiedzieć, porozmawiać, potem czasem coś kupują, jednemu się podoba aniołek a inny zaczyna myśleć o obrazie, rzeźbie... Ja muszę mieć dla każdego propozycję... WANDA: Mamo, słuchaj... LILKA: Przepraszam, dałam się ponieść indywidualnej emocji... KOT: Każdy z tych obrazów sprzedasz natychmiast Li, jeśli go odpowiednio wyeksponujesz. Wybierasz na przykład, na początek ten. Wieszasz go na środku, pod nim stawiasz wazon z wodą, do wody wrzucasz trzy zagadkowe jabłka, a obok od niechcenia stawiasz...Kot rozgląda się. Zauważa buty, stojące pod ścianą. Bierze jeden....ten but ... tak na początek... Cała trójka spogląda na instalacje z wazonu, jabłek, obrazu i buta. KOT: I co? I każdy wchodzący musi kupić ten obraz. Nie ma wyboru. Ten obraz go zaczyna prześladować, intrygować, myśli o nim , wreszcie wraca, kupuje, już nie może bez niego żyć.... WANDA: O matko. Ja już chcę go kupić... to zdumiewające... ja muszę go mieć... waw!.... KOT: Tak... To jest ekstatyczne... LILKA: A kanapa, a Dikens, a reszta... ?Lilka patrzy niepewnie na psa, Lilkę, resztę gratów. Kot robi wymowny gest, że na resztę nie ma miejsca. LILKA: A gdzie ja...?Kot podchodzi do Lilki. Poprawia jej kosmyk włosów. Po dłuższej chwili z uśmiechem. KOT: Zrobisz jak będziesz chciała Li... Zbliżenie twarzy skonsternowanej Lilki. Scena 5. WNĘTRZE/PLENER. DZIEŃ. GALERIA/PODWÓRKO. LILKA, KONRAD, SYLWEK KONRAD I SYLWEK, dźwigają jakiś ciężki mebel. Lilka stoi obok i dyryguje. Galeria jest już mocno opustoszała. LILKA: Tylko kochani ostrożnie, bardzo was proszę. Konrad stawia swoją stronę dźwiganego mebla. Wyciąga chustkę i przeciera twarz. W trakcie rozmowy Lilka znosi w jedno miejsce wszystkie swoje graty. KONRAD: Ciężka ta cholera. (DO SYLWKA) Gdzie to idzie? SYLWEK: Do piwnicy. LILKA: Absolutnie nie. Do piwnicy to mogą iść byle jakie graty, a kanapę i ten sekretarzyk wstawimy do pana, panie Konradzie, żeby tego myszy nie zjadły. To jest bardzo cenny sekretarzyk. KONRAD: Jak jest taki cenny, to czemu w ogóle go wynosić? Niech stoi i bogactwem ludzi w oczy kłuje. LILKA: Sekretarzyk sprzedam w następnej kolejności. Na razie ten obraz.Lilka wskazuje na obraz w otoczeniu jabłek i buta. Sylwek i Konrad patrzą na to i nic nie rozumieją. SYLWEK: Czemu chce pani sprzedawać wszystko oddzielnie? LILKA: Bo... na tym polega sens minimalizacji...Konrad i Sylwek wpatrują się w Lilkę, czekając na dalsze tłumaczenie, więc ona brnie, ciężko wzdychając.To znaczy, że nie możemy mieszać ludziom w głowach... Trzeba pozwolić im zakochać się w jednej rzeczy, bo jak będzie ich za dużo, to w ogóle w żadnej się nie zakochają i po prostu sobie pójdą. SYLWEK: Gadanie... Mam kumpla. Wie pani, strasznie się babom podoba. Normalnie same włażą mu do łóżka... KONRAD: (KARCĄCO) Sylwester... SYLWEK: (DELIKATNIEJ) No... ogólnie podoba się kobietom, przystojny jest i zawsze kręci z kilkoma na raz. Jak ich jest dużo, to i tak się w nim zakochują. Nawet jeszcze bardziej.Lilka patrzy na Sylwka i współczująco. LILKA: Moja galeria i nowoczesne sposoby marketingowe nie mają nic wspólnego z jakimś... buhajem... To chodzi o czystość formy. KONRAD: Taką czystą formę to miał mój szwagier jak mu obrobili sklep. Też jeden obrazek na ścianie zostawili. Ale był taki paskudny, że nikt by się nie chycił. LILKA: Myli pan pojęcia, a zresztą tak mi doradził fachowiec... SYLWEK: I wszędzie tak teraz będzie? Jak będę chciał kupić kilo kartofli, to będę musiał w warzywniaku po jednym kupować? LILKA: (GUBI SIĘ) Nie wiem... nie... Bierzcie ten sekretarzyk, a ja pozdejmuję resztę obrazów, bo do nocy się nie wyrobimy.Konrad i Sylwek wynoszą mebel. Lilka zdejmuje obrazy. Scena 6. WNĘTRZE. DZIEŃ. GALERIA. LILKA, WANDA, FACET Kamera pokazuje pustą galerię. Wisi ten jeden obraz. Tylko pies ma wspaniały fotel z frędzlami i na nim śpi. Wanda i Lilka stoją w pustej galerii. Nie ma nawet gdzie usiąść. Lilka podchodzi do przeszklonej witryny. Zauważa jakiegoś faceta zmierzającego w stronę galerii. LILKA: Jakiś facet idzie...Obie rzucają się, żeby upchnąć płaszcz i torbę Wandy, tak żeby nic nie brudziło kompozycji. Pies obserwuje dziwne zachowanie kobiet i wstaje. LILKA: (ZDENERWOWANA) Dickens, siad! Co ty wyprawiasz?Pies patrzy na nią uważnie.Właź na fotel. Nie rozumiesz kretynie, że nie jesteś już tylko zwykłym Dickensem, tylko częścią kompozycji? Zresztą jesteś tu od niechcenia, bo miało cię tu w ogóle nie być. Jesteś obrazem wspaniałomyślności właścicielki i jej serca oraz kaprysu i wyrafinowanych gustów!Pies wraca na fotel. Do galerii wchodzi jakiś facet. Ale przystaje w drzwiach. LILKA: Dzień dobry, prosimy bardzo... Prosimy...Facet wchodzi nieśmiało, rozglądając się dookoła. FACET: A co to, remont?Lilka rozgląda się dookoła. LILKA: Ale jaki remont, widzi pan tutaj gdzieś jakiś bałagan?Facet też się rozgląda. FACET: No nie... Nic nie widzę... LILKA: No widzi pan. Proszę, czego pan sobie życzy? FACET: A mam jakiś wybór? LILKA: No... Lilka pokazuje ekspozycję. Facet patrzy na obraz, but, jabłka w wodzie w wazonie. FACET: Nie, nie... to może ja przyjdę kiedy indziej... Facet wychodzi. Lilka spogląda na Wandę, która poczuwa się do odpowiedzialności. WANDA: Co się przejmujesz mamo? To był najwyraźniej jakiś tępak. Pojęcia nie miał o nowoczesnych formach. LILKA: (BEZ PRZEKONANIA) No może... Scena 7. WNĘTRZE. WIECZÓR. KLUB. KOT, WANDA Wanda siedzi przy stoliku w klubie o nowoczesnym charakterze. Minimalistycznym. Może w tle jakaś muzyka new age. Do stolika podchodzi Kot. Wygląda jak zwykle. Świetnie się komponuje w tym otoczeniu. Wanda się podnosi. Na powitanie on dotyka jej podbródka, po czym całuje w usta. KOT: Witam. Przepraszam za małe spóźnienie. WANDA: Nie szkodzi. KOT: Jak zwykle wyrozumiała mała Wendy (mówi to z angielskim akcentem). I za to cię kocham. Zobacz co ci przyniosłem.Kot wręcza Wandzie jakiś przedmiot. Jest to elegancki, obity aksamitem walec. Wanda zdejmuje pokrywkę i wyciąga ciężki, szklany przycisk do papieru, który wygląda tak, że nie wiadomo co to w ogóle jest. WANDA: Piękne... A co jest? KOT: (Z DELIKATNYM POBŁAŻANIEM) Przycisk do papieru... WANDA: Naprawdę? Bardzo mi się przyda. Mam w domu trochę papierów, które można przycisnąć. KOT: Wendy, bardzo cię proszę, żebyś nie traktowała prezentów ode mnie w kategoriach funkcjonalności, bo zabrniemy w ślepą uliczkę konsumpcjonizmu. WANDA: Przepraszam... KOT: Opowiedz mi, co u Li? WANDA: No... w porządku, tylko jest trochę zdenerwowana, że nic jej się nie sprzedaje. WANDA: Tak... dokładnie jak radziłeś. KOT: Muszę tam pójść i osobiście sprawdzić. Obawiam się, że jednak forma została zaburzona. WANDA: Ale mama... KOT: Wendy, nie zrozum mnie źle... Li to wspaniała kobieta, ale trudno będzie jej się całkowicie wyzbyć schematyzmu w myśleniu... Scena 8. WNĘTRZE. DZIEŃ. GALERIA. LILKA, WANDA, SYLWEK Pies leży na fotelu. Lilka wnosi sobie małe, rozkładane krzesełko. Siada na nim i zrezygnowana opiera się o ścianę. Pustka i cisza. Lilka jest znudzona, zmęczona i zniechęcona. Do galerii zagląda Sylwek, a Lilka nawet się nie podnosi. Sylwek od razu widzi, że coś nie tak. SYLWEK: No i jak? Lilka tylko wzrusza ramionami. LILKA: Sam zobacz... SYLWEK: Bo mnie to się od razu ten pomysł wydawał nie teges. Ale niech się pani nie łamie. Przyniosłem pani jednego. Więcej nie zostało. Wszystkie poszły jak świeże bułeczki.Sylwek stawia na podłodze obok Lilki świecący krucyfiks. Lilka nie ma siły protestować.Niech pani tylko spróbuje... LILKA: Czy ty tego nie rozumiesz, że ja chcę zarabiać pieniądze, ale nie za wszelką cenę? SYLWEK: (PO NAMYŚLE) Nie. Pani się zastanowi. Ja go tu zostawiam. W prezencie. Stawia go koło kanapy. Scena 9. PLENER. DZIEŃ. PRZED GALERIĄ. WANDA, WIOLETTA Wanda wchodzi na podwórko. Idzie do galerii. Ubrana jest jak damski odpowiednik Kota. Ten sam styl. Ma dziwnie uczesane włosy. Już po jej ruchach można zauważyć, że nie czuje się w tym najlepiej. Kamera pokazuje subiektywne widzenie kogoś. Wanda wchodzi do galerii. Okazuje się, że obserwowała ją Wioletta, która kręci z dezaprobatą głową. Scena 10. WNĘTRZE. DZIEŃ. GALERIA. LILKA, WANDA. Wanda wchodzi do ciągle pustej galerii. Nie widzi Lilki, która na odgłos zamykanych drzwi wypada z zaplecza, mając nadzieję, że wreszcie przyszedł jakiś klient. Widząc Wandę rzednie jej mina. LILKA: A, to ty... WANDA: Może nie spodziewałam się, że rzucisz mi się na szyję i czule uściskasz, ale że się chociaż uśmiechniesz na mój widok. Jestem twoją córką, pamiętasz? Lilka nie zwraca uwagi, tylko gapi się na strój Wandy. Dopiero teraz do niej dotarło jak ona wygląda. LILKA: Rany Boskie, jak ty wyglądasz? WANDA: Nie podoba ci się? LILKA: Nie, to tobie się nie podoba. WANDA: Dlaczego? LILKA: Dziecko, jestem twoją matką. Czy ty wiesz co to oznacza?Po chwiliNie tylko to, że cię urodziłam, ale również to, że cię całkiem nieźle znam. Wiem jak się zachowujesz kiedy jesteś zadowolona. Teraz się tak nie zachowujesz. Wanda poprawia jakiś element stroju. WANDA: Może i masz rację... Czuję się, jakbym po więzieniu dla seryjnych gwałcicieli chodziła goła. LILKA: To ubieraj się tak jak lubisz. Co to w ogóle za pomysły?Wanda nie odpowiada. WANDA: Jak interesy? LILKA: Sama widzisz. A co u ciebie? WANDA: (MACHAJĄC RĘKĄ) Pokłóciłam się z szefem kliniki... WANDA: Powiedział, że po pracy mogę sobie nosić włosy jakie mi się podobają, ale w pracy mam wyglądać jak człowiek. LILKA: Co go to, palanta, obchodzi? WANDA: Ją. To jest kobieta. Lilka pociąga nosem. LILKA: Co to za zapach? WANDA: Dostałam perfumy od Kota. LILKA: Dziwne... jak siki zebry.... WANDA: Problem w tym, że zwierzęta na mnie warczą. Nawet moi najstarsi pacjenci nagle mnie nie poznają. Wiesz, że Gustaw, ten stary wyżeł, był dzisiaj na szczepieniu i mało mnie nie ugryzł? LILKA: A jak ci się z nim układa? WANDA: Z wyżłem?.. LILKA: Nie, z Kotem. Ty już całkiem przy nim zgłupiałaś!Wanda się rozpromienia. WANDA: Z Kotem Super. Kot jest cudowny. I tak... inspirujący... Nie masz pojęcia ile się od niego nauczyłam. Tylko czasem jestem jakaś taka zakręcona, roztargniona.Lilka spogląda na Wandę. To wszystko najwyraźniej powoli przestaje jej się podobać. Scena 11. PLENER. DZIEŃ. PODWÓRKO KOŁO ŚMIETNIKA. LILKA, WIOLETTA Lilka wynosi z galerii jakieś pudło kartonowe. Idzie z nim na śmietnik. Do śmietnika podchodzi również Wioletta z kubłem śmieci. Lilka chce odejść, ale Wioletta ją zatrzymuje. WIOLETTA: Ja tam się nie chcę wtrącać, ale z córką to chyba powinna pani porozmawiać. LILKA: O czym? WIOLETTA: Widziała pani, z kim ona się prowadza? LILKA: Widziałam. WIOLETTA: Po mojemu to on ma zły wpływ na nią. Konfidencjonalnie Cały jest jakiś taki... dziwny... Wygląda jak jaki zboczeniec. Sprawdzała pani, czy sobie czasem paznokci nie maluje? LILKA: Nie. WIOLETTA: Nie maluje sobie, czy pani nie sprawdzała. LILKA: I jedno, i drugie. WIOLETTA: Może malować paznokcie od nóg. Ja pani radzę jak matka matce, niech go pani pogoni. A bo to mało jest ładnych chłopaków dla pani córki? LILKA: Właśnie o to chodzi, że właściwie to w ogóle ich nie ma. I o wygląd tu najmniej chodzi... Scena 12. WIECZÓR. GALERIA, PODWÓRKO, SCHODY. Wanda i Lilka niosą jeszcze ostatnie rzeczy, obrazy, przedmioty, drobiazgi z powrotem do Galerii z mieszkania dozorców. Wanda popłakuje. W Galerii wszystko położone "na kupę". Obie zaczynają porządkować rzeczy i wracać do starego wyglądu tego miejsca. Automatycznie stawiają, przesuwają rzeczy na ich dawne miejsce. WANDA: Napisał, że jego energia czuje się stłamszona i że czuje się krytykowany, nieswobodny, jego dusza jest obolała.... Nawet na koniec zostawił mi kwiaty w wazonie. List i kwiaty. Tak elegancko... LILKA: Bardzo. A zabrał tę cholerną, śpiącą iguanę? WANDA: Właśnie, mamo, chciałam cię prosić... LILKA: Wykluczone. Jeszcze mi tu gada brakowało! WANDA: Mamo, co teraz zroooo, tak mi go brak! Mówiłam ci, że ja na niego nie zasługuję. Przeczuwałam to... Taki niezwykły człowiek... Tak się dobrze czuję w tym ascetycznym wnętrzu w jakie zmienił moje mieszkanie! LILKA: Ty już nie umiesz mówić normalnie! Dureń i głupek, a nie niezwykły człowiek, teraz nareszcie mogę to powiedzieć, nawet ja się dałam nabrać. Dupek! Głupek i Dupek! I co ci napisał? Że twoja codzienność go ogranicza. Że ty go ściągasz w dół? Kretyn! A umył chociaż raz garnki!? WANDA: Kazał mi w ogóle zlikwidować kuchnię. Powiedział, że będziemy jeść na mieście a z kuchni zrobimy pokój kąpielowy! Maaaamoooo, ja za nim tęęęęsknięęęęę....! LILKA: Zabraniam ci tęsknić za tym debilem! Jak on sobie wyobraża życie bez kuchni? A nocne rozmowy? A jajecznica? A popłakać się razem, pokłócić, to gdzie, w łazience?! A jakby dziecko, to co robić? WANDA: O nie, o dziecku to w ogóle na razie nie byłoby mowy, to jest czas samorealizacji.... Mamoooo, ja chcę, żeby on wróóócił! Ja wiem, że na niego nie zasługuję! Aleeee ja bym się starała! Postaaaarałabym się zmieeeeenić! LILKA: Dziecko! Po ci taki facet!? A jak zachorujesz? A jak ci pociąg urwie obie ręce, to co? Będziesz miała katar i nie będzie ci miał kto nosa wytrzeć, bo on odejdzie, bo uzna po prostu, że jesteś zdeformowana... A gdybyś dostała rozwolnienia, to on nie pójdzie do apteki po węgiel?! Ty musisz myśleć o całym życiu!!! Dla niego musiałabyś stale pachnieć i stać na sztywno, a jak ci się noga podwinie, jak się zestarzejesz, to co?... Zamieni cię na nowszą zabawkę? Ty chyba zgłupiałaś. Ty zasługujesz na każdego! Na najwspanialszego faceta świata! Tylko musi cię kochać naprawdę i być człowiekiem a nie sztucznym dupkiem! Ty musisz móc na niego liczyć zawsze i w każdej sytuacji! Nie rozumiesz!? WANDA: Ale jak takiego znaleźć? LILKA: Powiem ci krótko. Nie jest łatwo. Ale to już wiesz. Na początek, zwyczajnie, najpierw się zakochaj, niech ci się ktoś spodoba, ty jemu, a potem... będziemy go sprawdzać... WANDA: Jak? LILKA: Zwyczajnie "dzielić z nim codzienność". Wysłać go po papier toaletowy do sklepu i kazać przejść z nim przez całe miasto. Nie wiem, codziennie coś ci przyjdzie do głowy. I to, że nie zakręca pasty do zębów, to zaręczam ci, jest najmniejszy problem. Ale pamiętaj, drobiazgi, które cię denerwują na początku, z latami urastają do wielkich problemów! Pamiętaj! Tak jest zawsze! WANDA: Ale co, jak poznam faceta, który mi się podoba, to mam mu od razu powiedzieć, że mam rozwolnienie, i jak pójdzie do apteki i się nie zrazi, to OK, a jak się speszy, to odpada? Ty zwariowałaś! LILKA : Ty jesteś głupia. Przecież ja mówię w przenośni. Ale swoją drogą, test na facetów można by wymyślić. I przestań płakać, bo to nie była prawdziwa miłość tylko histeria wynikająca z długiego przestoju... To od tego tak ci się w głowie pokręciło. WANDA: A co jest dla ciebie najważniejsze. Jakie kryterium? LILKA: Rozum. Mądrość życiowa. WANDA: Bzdura, to teoria. To może na starość! LILKA: A wiesz jak to szybko?! Ani się obejrzysz! WANDA: A seks? A to, czy cię ktoś kręci czy nie? LILKA: Zależy co kogo kręci. Mnie kręci rozum. A poza tym to jest inny temat. I wiem, że kobieta to tak naprawdę sobie to robi sama, mózgiem, tyle że w jego obecności i drobnej pomocy! Byle się siebie nie brzydzić! WANDA: No to całkiem mi przeszło! Mamo, może napisz poradnik! "Jak wziąć odpowiedzialność za własne szczęście w małżeństwie stosując marginesową pomoc i przydatność partnera". LILKA: Pomóż mi! Cholera, gdzie to wisiało? Jeszcze kiedyś o tym porozmawiamy, tylko niech ci się jakiś trafi. Przesuń to ze mną. I uważaj, bo depczesz od jakiegoś czasu po ogłupiałym psie. WANDA: To, co na przykład mam zrobić z tym potencjalnym "nowym"? LILKA: Nie wiem, co ci przyjdzie go głowy. Wyślij go do sklepu, każ mu kupić majtki. Takie zwykłe, ciepłe majtki. Normalnie to oni się wstydzą takich rzeczy, ale jak pójdzie, to znaczy, że naprawdę mu na tobie zależy. O, albo jak ogląda mecz, połóż się i poproś, żeby cię przykrył kocem, który leży obok ciebie. Jak wstanie i cię przykryje, to znaczy, że cię bardzo kocha i najpierw zawsze pomyśli o tobie z czułością a dopiero potem, że jesteś leniwa jak jasna cholera. Mam mówić dalej? Proszę bardzo... WANDA: Wiesz mamo, że ja mam koleżankę, co jest z jednym facetem od dwóch lat i on jej nigdy nie widział nieumalowanej i bez sztucznych rzęs i ona mu wmówiła, że to są jej prawdziwe? LILKA: Nie wygłupiaj się. I on się nie zorientował? WANDA: Nie. Ale to znaczy, że można im wszystko wmówić. LILKA: (STAJE ZUPEŁNIE ZDUMIONA. PRZERYWA WSZYSTKO) Słuchaj, to co ona zrobi jak będzie rodzić? W rzęsach? WANDA: No podobno ty mnie rodziłaś w klipsach i koralach, i zegarku... LILKA: Oj tak, ale to co innego, ja nie zdążyłam tego zdjąć, bo do ostatniej chwili byłam zajęta, a potem już nie miałam do tego głowy... ale to całkiem co innego. Ze mną każdy się kiedyś chciał ożenić od razu, jak zapytałam jednego dlaczego, to powiedział, że mam takie spracowane ręce i to dobrze wróży! Widzisz, jacy oni są cwani! A ty kręcisz nosem na testy na nich! Scena 13. WNĘTRZE. WIECZÓR. GALERIA. LILKA, WANDA, KOT, KLIENT Lilka odbiera pieniądze od klienta. KLIENT Dziękuję. Bardzo przytulnie tu u pani... Chyba będę częściej zaglądał. LILKA: Zapraszam. Klient wychodzi. Lilka zadowolona rozgląda się po galerii, która wygląda jak dawniej. Otwierają się drzwi. Lilka z osłupieniem stwierdza, że to Kot. Przez chwilę panuje cisza. KOT: Dzień dobry. LILKA: (Po chwili) Dzień dobry. Pan w jakiej sprawie? KOT: Nie potrzebuje pani kogoś do pomocy? LILKA: Co? KOT: Do pracy w galerii... Może mógłbym się przydać... Dla pani żywię sporo dobrej energii... LILKA: Przestań się wymądrzać z tymi swoimi energiami. Już raz mi doradziłeś i pies z kulawą nogą tu nie zaglądał. Oprócz mojego oczywiście, ale on już nie kuleje. KOT: Może pani prowadzić galerię jak pani chce. Nie będę się wtrącał. Może chociaż tylko tak, tymczasowo... Dopóki nie znajdę czegoś... LILKA: Jak to? Przecież jesteś specjalistą od marketingu. KOT: Jestem, ale w tej chwili bez pracy. W naszej branży jest duża rotacja. LILKA: Możesz mi powiedzieć, dlaczego przyszedłeś do mnie? KOT: Jestem z Torunia... i... nikogo tu nie znam... Nikogo, komu mógłbym się zwierzyć... LILKA: Dlatego przyszedłeś do matki dziewczyny, którą rzuciłeś? Kot opuszcza głowę. Wygląda jak zbity pies. |