JA9 kwietnia 2004
JA Anna Bojarska Scenariusz - adaptacja telewizyjna - KRYSTYNA JANDA To opowieść o kobiecie. Współczesnej kobiecie. Pomysł autorki polega na tym, że mieszkanie, w którym mieszka, jest rzeczywistością wirtualną, a wszyscy mieszkańcy tego mieszkania składają się na osobowość tej kobiety. Wszystkie te osoby razem to jedna osoba. Ona, czyli JA. Jest to zabawa elementami realistycznymi, naturalistycznymi, umieszczonymi w wymyślonej rzeczywistości. Główny obiekt - mieszkanie - jest całkowicie nierealistyczne, to dziwny korytarz zbudowany w studio, z pokojami, w których żyją według własnego gustu składniki JA. Kuchnia, w której dzieje się większość akcji, to blue-box, aby można było na każdej ze ścian wkopiować lub robić projekcje materiałów telewizyjnych. Za każdym razem, kiedy JA spotyka się z osoba z zewnątrz, osoba ta nie widzi i nie słyszy Składników JA- Innych JA, widzi ich widz, ale z innych ustawień kamery. Kamera pokazująca "z punktu widzenia" postaci z zewnątrz, widzi tylko JA – pojedyncze. OSOBY: MARIA – Lat 35 - pisarka, poetka, twórca. GUDRUN- Lat 15, 16 - zgwałcona w młodości, terrorystka, anarchistka, nieszczęśliwa, zakompleksiona osoba. FABER- Lat 30- karierowicz, dziennikarz, inteligent "bez kręgosłupa". KRISTINA- Lat 30 – prostytutka, była hipiska, osoba wolna i ekscentryczna. KSIĄDZ- lat 60. Siad zatory umie liczyć. Ma duszę księgowego jednocześnie. MIŚ- Lat 6- Chłopiec, dziecko, WARIAT- Bez wieku. ADELA- lat 35. Gospodyni domowa. Osoba pulchna, miła, serdeczna, naiwna i głupia. POSTACI EPIZODYCZNE. WICE MINISTER MICHAŁ GRUBAS CZECZEN- TERRORYSTA LEKARZ STATYŚCI-: PRZECHODNIE, EKIPA TELEWIZYJNA, UCZESTNICY KONGRESU…. SCENA 1 Dach wysokiego domu. Kobieta wychodzi włazem. Prostuje się na płaskim dachu. Ma szary nieprzemakalny płaszcz. Wiatr. Podnosi kołnierz jej płaszcza. Kobieta zadziera głowę patrzy w niebo. Jest zrozpaczona. Podchodzi do krawędzi dachu i patrzy w dół. Wiatr rozdyma płaszcz. Kobieta szuka czegoś w kieszeni, znajduje garść piasku, muszelkę, wysypuje piasek z dłoni. Znajduje pasek, szczelnie owija się i zawiązuje płaszcz, staje zupełnie na krawędzi dachu. W oknach pobliskiego wieżowca pojawiają się ludzie. Kobieta myjąca okna odłożyła ścierkę. Starucha oparta o kuchenny parapet, wysuwa głowę do przodu. Mężczyzna w beżowym swetrze, zamknął czytaną książkę , kobieta karmiąca dziecko , zastygła. Wszyscy czekają. Kobieta przygląda się im , oni jej. Wdziera się dźwięk piosenki Janis Joplin. Ktoś krzyczy:- Skacz! Słychać śmiech. Kobieta rezygnuje. Cofa się do włazu. Znika. Pojawiają się napisy tytułowe SCENA 2 Kobieta idzie przez miasto, prowadzona długim obiektywem. Wielkomiejski, zajęty swoimi sprawami , śpieszący się tłum Kobieta wchodzi na jakąś klatkę schodową , pnie się po schodach. Dochodzi do drzwi z krzywo przypiętym kartonikiem w miejscu, w którym inni wieszają mosiężne tabliczki pełne tytułów. Łupi , wyzywający napis : JA. Otwiera drzwi wchodzi. Kamera zostaje na napisie . JA, to jednocześnie tytuł tej opowieści. Pojawia się napis:Mieszkanie w tej opowieści jest osobą. Wszyscy jego lokatorzy to fragmenty tej osoby; ich losy są fragmentami tego samego losu.SCENA 3 Znajdujemy się w krętym, nierealnym korytarzu, z dużą ilością drzwi. Kobieta Maria ,dostaje serię z karabinu maszynowego , trzymanego przez pijaną , rozwścieczoną Gudrun. Spogląda tylko obojętnie, zdejmuje płaszcz, chustkę. Z najbliższych drzwi wybiega dziecko Miś ( chłopiec pięcio,szescio letni), przytula się do Marii. Maria bierze go na ręce wtula się w niego i w jego zabawkę, pluszowego starego misia. Wybucha płaczem. Maria wchodzi z małym na ręku do jego pokoju, włada go do starego łóżeczka z siatką, pełnego zabawek. Za nią wchodzi pijana Gudrun. Gudrun:- Bawisz się? Po tym, co nam zrobiłaś? Szczeniak tego nie rozumie, ale my? Miś:- Pobawisz się ze mną w zwierzęta? pyta Marię. Gudrun:- Dlaczego nie skoczyłaś?! Podnosi butelkę do ust i pije. Mis:- Wolisz być człowiekiem? Maria całuje małego i wychodzi. Pijana Gudrun idzie za nią. Gudrun:- Pomóż mi jakoś! Daj mi jakieś proszki. Coś żebym się uspokoiła. Ja muszę się uspokoić! Maria: - Chciałam to zrobić i za ciebie. Maria podchodzi do kolejnych drzwi. Zagląda przez dziurkę od klucza. Pobielony pokój, żelazne łóżko , krzyż. Ksiądz modli się . Ukrył twarz w dłoniach. Maria odchodzi. Po niej pochyla się do dziurki od klucza Gudrun . Prostuje się i kopie w drzwi. Idzie za Marią. Maria stoi sama w korytarzu, wyciąga chusteczkę zaczyna znów płakać. SCENA 4 Maria stoi na wysokości drzwi do kuchni. Płacze. Adela,( pulchna, miła , prowincjonalna trzydziestolatka)oblepionymi ciastem rękoma wciąga Marię do środka. Adela:- Jeżeli się ma zmartwienie trzeba coś zjeść. Zjeść coś dobrego. Nie ma lepszego lekarstwa. Smażę faworki. Specjalnie dla ciebie. Faber: - Boże! Jaka to idiotka! Faber,( młody efektowny mężczyzna),siedzi w kuchni, z nogami założonymi na stół, z rozłożoną gazetą , na stole stolnica, mąka, jajka i stos przeczytanych gazet. Kuchnia jest pomieszczeniem zbudowanym z ekranów, na każdej ze ścian cały czas idzie jakby program telewizyjny. Różne audycje, wiadomości, zdjęcia i materiały dokumentalne, krajobrazy, obrazki z wojny z katastrof z całego świata. Biało – czarne. Na środku ogromny stół z ośmioma krzesłami. Dookoła szafki, kuchnia gazowa itd. Meble i przedmioty w kuchni są stare, zniszczone. Jest to biedne inteligenckie mieszkanie, odziedziczone po rodzicach albo rodzinie, w którym od dawna nic się nie zmieniło. Wszędzie są książki. Adela:- Masz, tak sobie zjedz palcami, tu jest świeżutka bułka. Potem poczytasz sobie jakiś kryminał. Potem telewizja, na noc weźmiesz proszek . Rano będziesz nowo narodzona. Zobaczysz. Tylko musisz cały czas jeść. Zaraz, zaraz , gdzie ja miałam czekoladę. Faber:- Ksiądz wyżarł. Nie, nie przeżyję tego. Ona daje samobójczyni szprotki w oliwie! Gudrun w tym czasie siadła na szafkach,Faber patrzy na nią z politowaniem, odwraca się plecami. Faber:- Śmierdzisz, odejdź ode mnie. Gudrun znów pociąga z butelki i też zaczyna płakać. Adela ją obejmuje. W progu staje Kristina. ( Kobieta miedzy trzydziestym a czterdziestym rokiem życia, skrzyżowanie prostytutki z hippiską) Przeciąga się. Jest popołudnie, właśnie się obudziła. Kristina:- Zamknij się Faber! Zostaw ją! Nie ma nic do żarcia? Do Marii, która pisze cos na brzegu gazety. Kristina -No, niezły cyrk wykonałaś, mnie i tak wszystko jedno, ale oni? Potrzebny im będzie teraz psychiatra na gwałt. Faber:- Boże miłosierny! Przecież ona przez was chciała się zabić.! Nie rozumiecie bydlaki ?! Ja was wszystkich stąd wyrzucę, własnymi rękami, wykopię was z tego mieszkania i zmienię zamki, ona ma rację ,tak dalej żyć nie można ! do Marii -A Ciebie trzeba izolować! Ty jesteś niebezpieczna! Jeszcze moment i by nas nie było! Bogu dzięki, że ten jest z nami od czas do czasu! Chociaż to też zaraza. Wskazuje na księdza stojącego w progu! Ten błogosławi ich wszystkich. Ksiądz:- Wiara to nie szkarlatyna, nie zarazi się nią nikogo, wbrew woli. A przecież to jedyny ratunek. Kristina i Gudrun:- jednocześnie- Ja wychodzę. Spadam! Ksiądz do Marii:- Czy zanim.....wiesz.....zanim.....no, jak się zdecydowałaś......to wyjęłaś nasze wszystkie oszczędności z banku? Nikt nie rozumie, o co chodzi. Wszyscy zastygają w bezruchu, nawet Adela. Ksiądz;- Przecież po powzięciu takiej decyzji musiałaś podjąć wszystkie oszczędności żeby nie obciążać rodziny podatkami od spadku. To wam tłumaczyłem, ze tak trzeba zrobić w razie, czego. Ale teraz, kiedy się wycofałaś.... Tracimy procenty. Cztery tysiące dolarów na 11 % to 440 rocznie. Tysiąc dolarów na 7 % to 70, razem 510 dolarów, gdyby to sprzedać.... Faber:- Ta idiotka ruszyła pieniądze?! Będziemy musieli pracować?! Faber rusza powoli oniemiały w kierunku Marii, a potem gwałtownie rzuca się do duszenia jej.. Ona stara się uwolnić, przy pomocy księdza. Szamocą się. Faber:- Ja jestem stworzony do wyższych celów! Niedoczekanie! Nie zmarnujecie mi życia! Gudrun: - Zasrany geniusz! Dziennikarzyna! Ta twoja pisanina! Te twoje wiersze Faber ! To śmieszne. Jak poważny człowiek może się tak ośmieszać?. Faber odwraca się rozjuszony w kierunku pijanej Gudrun. Maria:- Ja nic nie zrobiłam. Nie podjęłam pieniędzy....to mi w ogóle nie przyszło do głowy....Chciałam was tylko....ocalić. Chciałam żebyście.... Faber: do Marii- Idź się leczyć! Odczep się od nas ze swoim świrem! Dobrze? Gudrun strzela z karabinu. Adela zaczyna płakać. Ksiądz walczy z Faberem. Maria uwalnia się i wybiega. SCENA 5 Maria biegnie krętym korytarzem. Czegoś szuka. Otwiera jakieś drzwi . Pokój ją wciąga do środka. Drzwi się zatrzaskują. Ksiądz zdyszany dopada drzwi za późno. Robi na drzwiach znak krzyża. Na ekranie pojawia się napis U C I E C Z K A. SCENA 6 Jesteśmy w zdumiewającym pokoju, w którym meble są rozstawione w dorodnym zbożu. Wszystko ozłocone słońcem, za oknem pada, burza, wrzosowiska. Maria przedziera się przez zborze i wpada w objęcia Szaleńca. Ten śmieje się szczęśliwy. Szaleniec:- Więc jednak ktoś mnie odwiedził. Maria:- Zapomniałam o panu, książę. Szaleniec:- Wszyscy o mnie zapomnieliście. Zamknąć na klucz w ostatnim pokoju, co? Nie przyznawać się nikomu. Bo wstyd. Zawsze tak robiliście.A czy wiecie, co to strach? Nikt z was mi nie pomógł. Maria rzuciła się do drzwi. Szarpnęła nimi z całej siły. Szaleniec;_ One otwierają się tylko z tamtej strony. Maria:- Ma pan piękny widok z okna. Szaleniec:- Ach gdybym mógł tam wyjść. Maria:- Ale książę, nie ma, po co, niech pan zobaczy jak tam pada. Szaleniec:- Gdybym wyszedł nigdy bym się już na nic nie skarżył. Wystarczyłoby mi proste, zwykłe pracowite szare życie. Wyprowadź mnie stad. Maria:- Chyba nie umiem. Szaleniec:- Coś ci pokażę, zostawiliście mnie tu z trupem, małej, jedenastoletniej dziewczynki. Pamiętasz ją? Edyta! Wykończyliście ją przede mną, pamiętasz? Maria:- Nie to zgwałcona mała Gudrun. Nie mogliśmy z nią dalej żyć. Ty ją w rezultacie zabiłeś? Szaleniec:- Wszyscy ją zabili. Ze mną tez nie chcecie żyć. Maria:- To jest tak męczące Książę...Ale bez pana nie jest lepiej... SCENA 7 Wracamy do kuchni. Gudrun czyta zataczając się zapiski Marii na gazecie....Człowiek, który naprawdę nie istnieje dla innych:, którego próba samobójstwa spotyka się z obojętnością lub śmiechem, którego śmierci nikt nie usiłuje zapobiec, którego skomlenia są przyjmowane wzruszeniem ramion, człowiek taki siłą rzeczy musi zacząć szukać wreszcie winy w sobie.... Gudrun wybucha śmiechem. Faber wyrywa jej gazetę obejmując ja od tyłu. Faber:- Następna! Gudrun odwraca się gwałtownie, czerwona i wbija mu nóź w serce. Szamocą się. Faber ma cały czas wbity nóż. Pozostanie z nim przez jakiś czas. Gudrun:- Weź ode mnie łapy.!!! Faber:- Myślisz, że dlatego cię dotknąłem, dlatego?! Ty żałosna.....kobietko Gudrun:-Ścierwo! Faber:- To, że kiedyś jakiś sukinsyn cię skrzywdził, nie znaczy, że każdy mężczyzna...Miej pretensje do Misia, to on poszedł za tym facetem! Adela:- Zostaw go ty jędzo! Daj mu spokój! To ty jesteś naszym problemem! Gudrun wybiega. Faber się uspakaja. Adela wraca do sprzątania. Płacze.. Adela:- Ja chcę wyjść za mąż!. Chcę być bezpieczna! Ja się was boję.! Spojrzeli na nią. Kristina:- Małżeństwo!? Oszalałaś! Faber: - Ja do tego ręki nie przyłożę. Kristina:- Ja też. Na ekranie pojawia się napis M A Ł Ż E Ń S T W O SCENA Cała grupa idzie ulicami miasta. W domu została tylko Maria z Szaleńcem. Kristina niesie Misia na ręku. Ksiądz się rozgląda, ciągłe ktoś na niego wpada. Adela, ubrana, umalowana, wystrojona niemożliwie, Faber i Kristina idą przodem. Faber idąc czyta gazetę. Gudrun, skrzyżowanie hipiski, alkoholiczki i narkomanki, obwieszona koralikami w czarnych pończochach, posuwa się za nimi. Boi się wszystkiego. Rozgląda się, przerażona. Zawraca. Kristina:- Myślisz, że on cię kocha? Adela:- Rano krzyczał, że ma ważniejsze sprawy niż rozmowa ze mną. Że jest zbyt zajęty żeby zajmować się takimi gównami. A teraz przepraszał i błagał o spotkanie. Dziękuję ci, że idziesz ze mną bez ciebie nie dałabym sobie rady. Nawet się nie umalowałaś. Mówi do Kristiny z podziwem. Kristina:- A, po co? Adela:- Ja nie znam oprócz ciebie ani jednej kobiety , która poszłaby na randkę tak prosto z łóżka , tak...jak leży w łóżku, tak jak ty, żadna kobieta przy zdrowych ...Podziwiam cię... Faber:- Jeśli natychmiast nie przestaniecie tak pieprzyć, wracam. Kristina:- A gdzie się umówiliście? W łóżku? Adela:- Skąd. W knajpie. Kristina:- Więc łóżka nie ma w planach? Adela:- To zależy od niego. Ta knajpa jest obok jego pracowni fotograficznej. On ma do niej klucze. Więc...jak będzie trzeba... Faber:- A jaka tam jest kuchnia? Adela:- W pracowni? Faber:- Nie idiotko, w tej knajpie? Adela:- Na parterze tradycyjna a w piwnicy żydowska. On uwielbia gęsie wątróbki. Kristina:- Żydowska? To, dlaczego od razu nie mówiłaś? Przyśpieszają. Faber:- Miejmy nadzieję, że jemu na tobie zależy. SCENA Jesteśmy we wnętrzu restauracji.Przy stoliku dwuosobowym siedzi wstrętny grubas w granatowym garniturze, na przeciwko niego Adela. On widzi tylko ją i tylko na nią patrzy i do niej mówi. Tekstów innych nie słyszy ani ich nie widzi. To nie jest scena realistyczna. Kiedy kamera jest ustawiona z punktu widzenia Grubasa, widzimy tylko Adele, z innych ustawień, kamera widzi całą grupę. Reszta dookoła Adeli, pożywia się kątem. Grubas cały czas je, Adela wpatrzona w niego łapie go za łokcie, reszta zjada, co się da. Miś karmi księdza lodami.. Ksiądz powoli ukradkiem siorbie zupkę. Faber je i cały czas równocześnie studiuje kartę dań. Grubas, narzeczony Adeli cały czas podczas rozmowy je. Adela:- Słuchaj...Ożenisz się ze mną? Grubas:- Tak. Adela:- Kiedy? Grubas:- Wszystko zależy od terminu pierwszej sprawy. Najpierw muszę się rozwieść. Adela:- Aha, i potem? Grubas;- Potem? Jedno z nas umrze pierwsze. Faber:- Jadłaś te pulpety z karpia? do Kristiny ? Karp po żydowsku! Gdzie ja miałem oczy że wcześniej tego nie zauważyłem . Do Adeli. Zamów jeszcze karpia po żydowsku, jak kocha niech zamawia. A ty, co jesz? Adela:- Ja nic. Odpowiada ta wyniośle. Faber: Poczekaj, potem gęś peklowana pieczona w cieście, z kluseczkami, do tego kapusta z rodzynkami. A potem...Nad deserami się zastanowię. Adela:- Już zamawiałam raz lody, dla Misia. Odczepcie się. Grubas:- Straszny masz apetyt, zawsze tak jesz? Adela zawstydzona patrzy w pusty talerz. Kristina:- Najchętniej jadłabym same zakąski. Zapytaj go czy ci kupi samochód. Z tymi podbródkami niech nie podskakuje. I zapytaj go czy czytał powieść Vaillanda „ Pstrąg ”, to go upokorzy i będzie milszy. Adela :- Będziesz dla mnie dobry ? Grubas;- Najpewniej nie. To ją śmieszy. Adela:- Dlaczego? Grubas nie odpowiedział i nawet na nią nie spojrzał, zajęty jedzeniem. Adela:- Ja będę dla ciebie dobra i będę o ciebie dbać. A kupisz mi psa? Grubas się roześmiał. Adela:- Z czego się śmiejesz? Jestem taka samotna. Tak chciałabym żeby mnie ktoś pokochał. Świat jest taki zły. Tak mnie przeraża. To straszne iść przez życie w pojedynkę. Faber:- Zaraz się wyrzygam. Grubas:- Ja cię lubię. Adela:- Naplawdę. Mówi dziecięcym głosem. Ma łzy w oczach. Uśmiecha się z wdzięczności. Grubas:- Tak lubię cię, ale ja nie szukam mamusi, matczynego ciepełka. Myślisz, że za pogłaskanie po głowie oddałbym wszystko. Ja szukam kobiety. Partnera. Żony, na moim poziomie. Kristina spojrzała na niego uważnie, z pełnymi ustami zastygła. Przyjrzała mu się z obrzydzeniem, jego łysinie, podbródkom, zajrzała pod stół, przyjrzała się brzuchowi bawarskiego piwosza, oceniła za krótkie i za wąskie nogawki. Kristina:- W porządku. Pójdę dziś z wami do tej jego pracowni. Ja mu sukinsynowi pokażę! SCENA Jesteśmy teraz na klatce schodowej, obok drzwi prowadzących do pracowni Grubasa. Na schodach siedzi ksiądz, bujając się, czyta coś, modli się, Miś śpi na jego piersi. SCENA W pracowni, za jakimś przepierzeniem, zamiast Adeli robi to z nim Kristina. Grubas i Krystyna w trakcie aktu miłosnego. Właściwie tego nie widzimy. Grubas leży na wznak, na nim siedzi Kristina. Widzimy głowę Grubasa i Adelę siedzącą na krzesełku koło łóżka. Trzyma Grubasa za rękę, co jakiś czas tę rękę całuje. Faber w czerwonej lampce ciemni fotograficznej, stara się czytać swoją gazetę. Co chwilę patrzy na Adelę z pogardą i niedowierzaniem. Grubas jęczy z rozkoszy. Adela:- Jesteś cudowny. Jesteś wspaniały. Boże, jak mi dobrze. Grubas: - Ty dziwko, ty. Adela:- Będę dla ciebie dobra. Będziemy szczęśliwi. Grubas:- Ty suko ty. Adela:- Jesteś najwspanialszym mężczyzną na świecie. Kristina:- Nie przesadzaj. Faber: do Adeli- O cholera, zaraz pójdę i zadzwonię do jego żony! Zobacz może uda ci się jeszcze w trakcie coś zacerować, albo posprzątać. Kristina:- do Fabera. Nażarłeś się? To się zamknij....Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie Kristina zaczyna szczytować. Krzyczy z rozkoszy. Grubas przerażony, unosi się patrzy na nią zdumiony i przerażony. Grubas:-Co ci jest?! Co ci się stało? Jesteś chora? ¬le się czujesz? Do diabła możesz mi przynajmniej odpowiedzieć! Kristina nieruchomieje. Patrzy na Grubasa ze zdumieniem. Wstaje. Pociąga za sobą Adelę. Wyrywa gazetę Faberowi. Adela nie chce wyjść. Kristina:- Idziemy! Słyszycie! Wychodzimy! On nie wie, co to orgazm u kobiety! Nigdy tego nie widział! Nigdy, żadna kobieta nie miała z nim orgazmu! On nie wie co to jest ? Chryste! Skąd tyś go wzięła! Adela:- Wydał mi się inteligentny. Okropny, ale inteligentny. A poza tym przecież nie chodzi o to, jaki on jest.! To nie ma znaczenia.! Kristina:- A co ma znaczenie, głupia krowo!? Papierek z urzędu? Żeby mieć męża! Facetów jest mnóstwo. Znajdziesz sobie innego. Adela:- Ale ja nikogo poza nim nie znam! Już płacze. Faber:- Ja na pewno z nim nie będę żył. Będę parł do rozwodu! Nie przerywa czytania. Adela siada koło Grubasa na łóżku. Ten odwrócił się plecami i chrapie na cały pokój. Kristina nie może w to uwierzyć. Odwraca grubasa na wznak i mu się chrapiącemu przygląda, oniemiała. Adela:- Rozwiedzie się dla mnie i w końcu się ze mną ożeni. Nie chcę nikogo innego. Jego już znam. Z innym trzeba by zaczynać wszystko od początku. Kristina:- Ale nie kochasz go chyba? Adela:- Nienawidzę go. Jest stary, ohydny i ja się go brzydzę, raz byłam z nim w łóżku, jak ciebie nie było, chciało mi się cały czas wymiotować. Poza tym to pijak. On strasznie pije! Raz musiałam go wlec na ulicy, wszyscy ludzie się Kristina:- Oszalałaś! Więc jak możesz... Adela:- Bo on się ze mną ożeni! Tego jestem pewna. Mało to kobiet ma takich mężów? A oni je jeszcze wyzywają i biją. Mało to kobiet nie ma przyjemności w łóżku? A on mnie czasem całuje. Faber:- „ Oto mnie całujesz, o, Państwo I w krwi mojej są twoje usta Kapuśniakiem, Tytoniem, Grochem Pachnie twój pocałunek szczodry Jakże ty mnie kochasz, epoko!” Faber:- Pasternak. Car całuje w usta ściętą głowę kochanki i głowa do niego przemawia Kristina: patrzy na niego z pogardą- Uszz, ty kabotynie! Jak się ma piętnaście lat, człowiek uważa, że nie ma nic ważniejszego niż intelekt....Zamknij się gówniarzu! Tu chodzi o życie.! Adela wychodzimy! Adela:- Nie, jak się obudzi odwiezie mnie do domu taksówką. Kristina:- Jak z ciebie idiotka, chcesz taksówka? My dla ciebie weźmiemy taksówkę! Kristina odwraca się i wychodzą z Faberem. Adela zostaje i stara się głaskać go delikatnie po zlepionej szczecinie na głowie, żeby się nie obudził. Chrapanie rozsadza ściany. SCENA Jesteśmy znów w kuchni. Na ścianach odbijają się wiadomości z całego świata, festiwale, mecze sportowe. Przy stole siedzą wszyscy nawet Maria. Ma bandażem owinięte nadgarstki i związane ręce do krzesła. Adela podaje placki ziemniaczane, smaży je podczas całe sceny. Kristina karmi Misia i związaną Marię. Faber chodzi dookoła stołu. Faber:- Nie, ja z tym skończę! Tego już za wiele. Do cholery skończę z tym wszystkim. Z tą komuną z tym...Ja was wszystkich porozstawiam po kątach! Adela:- Po kolei! W miarę smażenia!. Faber:-Co ty czytasz? Zwrócił się do Gudrun. Gudrun:- Historia O.A.S. Domowa produkcja bomb plastikowych, że szczegółami. Kristina:- Pyszne! Adela:- A jakie proste w robocie. Jajko, trzy czubate łyżki maki, płaska łyżeczka soli, wody tyle żeby wyszła konsystencja śmietany.... Ksiądz:- Jakiej śmietany? Kupnej czy prawdziwej? Faber:- Zamierzasz tu konstruować bomby? Wciąż do Gudrun Gudrun:- Jeśli się uda...Chyba, że pominęli jakiś szczegół. Ale Faber:- do wszystkich, pokazując na Marię. Sprawdziliście ją? Pozabieraliście żyletki i wszystkie tabletki? Kto jej dziś pilnuje? Ksiądz jedząc podnosi rękę.Faber zwraca się teraz do Gudrun. Faber:- I ty sobie też zapamiętaj. Nie dam ci zmarnować naszego życia. Z powodu jakiegoś tam gwałtu, nas załatwić? Z powodu jednej chwili, choćby nawet przykrej chwili, zmarnować nam życie! Przemoc! Szok! Drastyczne zetknięcie się z największym tabu ludzkości! Pieprzenie! Gdybyś przez moment zapomniała o sobie i przyjrzała się światu, dopiero byłabyś w szoku! Wtedy dopiero szukałabyś bomby żeby to wszystko.....Czy ktoś nakarmił Świra? Wszyscy przecząco kiwają głowami. Adela:- Dobrze byłoby zrobić taka bombę, Gudrun, co by zabijała mężczyzn a zostawiała kobiety , zwierzęta i dzieci... Miś- Dzieci liczy się, do jakiego wieku. Faber dalej krąży po kuchni zdenerwowany. Do Marii, tym razem. Faber:- Skakać z dachu?! W życiu nie słyszałem o czymś tak głupim! Jak się to nazywa? Obniżone poczucie własne wartości? Ja wam pokażę! Depresję! Ja wam dam obniżoną wartość!Mam tego dosyć! Ja sobie tym poradzę. Z każdy konkretnym kłopotem można sobie poradzić. A nie ma innych kłopotów niż konkretne. Nikt się stąd nie rusza. Nikt nie opuszcza pomieszczenia. Wieczorem przygotujcie się do rozmowy! Odzywa się telefon. Nikt się nie rusza. Słychać głos automatycznej sekretarki. To Grubas narzeczony Adeli. – Cipeczko! Twój Kocur tęskni za tobą. Kocura swędzi brzuszek! Kocurek będzie...Kristina wyłącza sekretarkę i kasuje wiadomość. Adela nie zdarza podbiec i odebrać. Odwraca się do Kristiny. Adela:- Obrączkę będę miała, grubą, złotą, błyszcząca, żeby wszyscy od razu widzieli. Kristina nie zwraca na nią uwagi. Faber wychodzi z kuchni. Gudrun pociąga z butelki, którą miała ukrytą za czarnymi pończochami. Widać biel jej ud, kiedy po nią sięga. Ksiądz żegna się na ten widok. Gudrun bierze gitarę. Zaczyna śpiewać. Kristina siada i zaczyna na głos zasypiającemu Misiowi, z gazety, czytać kronikę sądową. SCENA Jesteśmy w pokoju księdza. Adela się spowiada. Klęczy, mówi księdzu do ucha, on siedzi na wojskowym metalowym łóżku. Strasznie schypią sprężyny przy każdym poruszeniu. Ksiądz:- powinnaś pójść do tej kobiety i porozmawiać z nią. Pomóc jej. To jest nieszczęśliwa istota. Nie masz prawa rozbijać rodziny. Rozłączać tego, co Bóg złączył. Adela:- To nie jest rodzina. Oni nie maja dzieci. Ja nikogo nie krzywdzę. Ksiądz:- Nigdy nie zbudujesz szczęścia na cudzym nieszczęściu. Adela:- To, co ja mam robić? Ksiądz:- Nie wiem, idź do tej kobiety, porozmawiaj z nią. Powiedz, że go kochasz. Że nie możesz bez niego żyć. Może ona ci wybaczy. A potem ich zostaw samych. Adela:- Ale ja go nie kocham, ja chce żeby się ze mną ożenił. Dlaczego mam kłamać? Odwrotnie. Ja go chcę jej zabrać. Ale ja go pokocham z latami.... Kristina wsadza głowę do pokoju Kristina;- Zebranie. SCENA Jesteśmy znów w kuchni. Gudrun kompletnie pijana. Ciągle coś śpiewa. Maria przywiązana do krzesła i do stołu. Miś i Kristina oglądają na jednej ze ścian film rysunkowy. Oboje się śmieją. . Wchodzą: Ksiądz, Adela. Faber stoi u szczytu stołu. Miś;- Mnie się chce spać. Kristina:- Połóżmy dziecko spać. Faber:- Nic podobnego. Musi wziąć udział w głosowaniu. W końcu jego to też dotyczy. Adela:- Kto tu coś rozlał?! Kristina:- To Miś puszczał tu banki. Faber:-Proponuję zmiany organizacyjne. Wszyscy:- Jakie? No, jakie? Faber:- Odtąd ja będę głównym lokatorem. Kristina:- Ty? A dlaczego właśnie ty? Faber:- Bo ja jeden jestem w stanie udźwignąć odpowiedzialność. Wystarczy? Ksiądz jakby chciał zaprotestować. Powiedzieć, że przecież on...Wszyscy machają na niego niecierpliwie. Faber:- Od tej pory tylko ja będę miał prawo do wychodzenia z domu. Ja będę jedynym waszym reprezentantem na zewnątrz. A wy macie siedzieć w domu. Gudrun:- Dupa!!! Kristina:- Ty sk... Miś:- To my nigdy już stąd nie wyjdziemy? Adela:- W kwestii porządkowej. To znaczy, że odtąd ty będziesz robił zakupy? Słychać chichoty. Faber:- Oprócz mnie może wychodzić tylko Adela. P o z a k u p y . Ksiądz:- Jestem przeciw. Faber:- Doskonale, więc głosujmy, kto jest przeciw? Powiem wam tylko, że j a zrobię teraz karierę. I pieniądze.. Jeżeli nikt mi nie będzie przeszkadzał. Jeżeli wolicie przeszkadzać. Proszę bardzo żyjcie jak dotąd. Skończyłem. Wszyscy:- Głosujmy. No, to głosujemy? Gudrun:- co z Maria i Świrem? Faber:- Są na razie niepoczytalni, nie mają prawa głosu. Głosują. Tylko Kristina i Maria w rezultacie są przeciw. Rozlegają się brawa. Faber:- Dziękuje. Do jutra, zwraca się do Marii, opróżnisz szuflady ze swoich szpargałów.Teraz ja tu będę pracował. Telewizor .....wyniesiemy:czarno – białe stare pudło. Pokazuje an ściany. Załatwię kolorowy .Oklaski. I kupimy samochód. Ksiądz:- Ja tylko chciałbym powiedzieć, że gdybyś przepisał ten pokój z kuchnią, który mamy po matce na siebie, i gdybyśmy go wynajęli, to można by z tego żyć. To mieszkanie można wykupić teraz tanio, za dziesięć lat można by je sprzedać, za cenę wolnorynkową, ono jest w świetnym punkcie, te sumę włożyć na % -ty do banku. Tera z można by wynegocjować nawet...... Gudrun:- Eeeee, w razie, czego da się samochód na taksówkę.... Kristina staje, bierze śpiącego Misia na ręce, wszyscy na raz o czymś rozmawiają. Nagle zaczyna mówić Maria. Cicho z pochyloną głową. Maria:- Jak dom, w którego oknach wiszą białe flagi Jak dom tchórzy , dom zdrajców, tym właśnie się stałam. Dobroć w oknie stanęła. Komuś daje znaki. Tkliwość do niej podbiegła. Już zatrzepotała biała flaga poddania, i zdrady, i klęski... Faber:- Wiersz z okresu słabości! Teraz nie mamy czasu na poezję.... Adela:- Żeby się tak ośmieszać i pisać wiersze. Żeby dorosły człowiek... Maria:- Zwierzętom zazdrościłam mięśni i pazurów. Tak często się modliłam o twardość kamieni. Chciałam mieś ostrość igły i gorycz piołunu, I mieć tupet obłędu, i mieć spokój ziemi, By swoje móc wyszarpać, przywalić, obronić. Gudrun:- Maria skończ z tym. To prowokacja! Gudrun wyjęła spod stołu karabin maszynowy, mierzy, ale już Faber wyprowadza Marię. Maria mówicoraz głośniej, potem słychać jej krzyk z korytarza. Maria:- Lecz biało jest w mych oknach. Nie chodzę a pełzam. Do klęczenia przed Bogiem dano mi kolana. Ufna jak cielę w rzeźni. Z tą miękkością płaza. Z pięścią, co się nie domknie, z głosem rozszeptanym, Ze łzami dla cierpienia upuszczonej szklanki. Tak samą siebie zabijam. I czyj aż to wina, Kto we mnie kogo zdradził, kto jest pokonany, Kto czeka za framugą z brzytwą Rogożyna? Przy stole wszyscy siedzą nieporuszeni słuchając. Kristina stoi z dzieckiem na ręku. Gudrun, nagle wybucha głośnym wulgarnym śmiechem. Gudrun:- Artystka! Twórca! Wieszcz! Bohema! Srał, śmiał się i pogardzał, a uciekając, popierdywał. Wszyscy wybuchają śmiechem. Kristina z dzieckiem wychodzi. Pojawia się na ekranie napis K A R I E R A SCENA Jesteśmy w holu jakiegoś budynku, w którym odbywa się kongres, międzynarodowy, na temat pokoju na Świecie. Biuletyny, plakaty, kongresmani ze świata. Faber, elegancko ubrany, w garnitur, błękitną koszulę, żółty krawat, z teczką. Spotyka kogoś. Ściskają sobie ręce. Faber:- Wrócił pan panie ministrze z Indii, o ile się nie mylę? Mówi się, że odniósł pan tam wielki sukces. Przyszływiceminister:- Och, kolego, jeszcze nie m i n i s t r z e, jeśli już, to w i c e. Ale gratuluje spostrzegawczości. Interesuje się pan problematyką PUGWASH-u ? Faber:- Szalenie. Szczególnie pana osiągnięcia...Zwłaszcza to, co pan robi na tym polu.... Przyszły wice:- Warto by się spotkać i o tym porozmawiać. Gra pan w tenisa? Faber: - Nie, niestety żadnych sportów, nie mam na to czasu. Praca, praca i jeszcze raz praca. Praca, która pasjonuje i pochłania, przekleństwo i ekstaza... Myślę, że obaj to znamy! Przyszły wice:- No, pan jest młody! A w moim wieku parę setów robi formę. Co niedziela grywam na kortach pałacowych w Jabłonnej, grywam zwykle z Michałem. O, Michał! Jak się miewasz? Znacie się ? Faber :- Niestety nie miałem przyjemności, ale pa chyba nie zajmuje się PUGWASH-em, bo inaczej... Przyszły wice:- Nie, nie! Michał to inna branża, nawet całkiem inna! Obaj wybuchają porozumiewawczym śmiechem, Faber natychmiast dołącza do nich z podwójną siłą. Przyszły wice:- Pojedzie pan z nami w przyszłą niedzielę. Wpadniemy po pana samochodem, zjemy razem obiad w Jabłonnej, potem pan nam pokibicuje przy tenisie. Świetny sport! Naprawdę! No, i pogadamy sobie na świeżym powietrzu. Piękna pogoda chyba się utrzyma! Michał;- Rzeczywiście pogoda jest piękna! Faber:- Nadzwyczajna! Dawno nie było takiej pogody. Michał:- W Rzymie, ostano na okrągłym stole, pamiętasz? Lało. Przyszły wice:- Przepraszam, wynagrodzę ci to w Sztokholmie. Powinniśmy mieć tam słońce. Michał;- To chyba nasz ostatni wyjazd przed twoim nowym biurkiem? Przyszły wice:- Nie skarż się. Będziemy jeździć na wyższe stoły. Prawda panie... ? Faber: - Faber. Sebastian Faber. Michał:- Bond. James Bond. Wszyscy trzej wybuchają śmiechem. Najgłośniejszym Faber. SCENA Jesteśmy w łazience naszego mieszkania. Bardzo zapuszczona, dawno nie remontowana, okropna łazienka. Wszędzie pełno gazet, które się czyta właśnie tutaj. Popielniczka pełna niedopałków na brzegu wanny. Pranie. Faber , po kąpieli, stoi owinięty ręcznikiem. Klepie się po goleniu. Maria,Gudrun, Kristina, Ksiądz, Miś, obserwują go i pomagają jak mogą. Ktoś trzyma ręcznik, ktoś podaje grzebień. Ksiądz podaje świeżą bieliznę. Adela wchodzi ze świeżo uprasowaną koszulą. Faber ubiera się , wiąże krawat, układa włosy na pianę. Miś trzyma perfumy. Gudrun siedzi na zamkniętym sedesie i popija. Gudrun;- Zafajdany dziennikarzyna, reporterek, gdzie ty chcesz dojść? Maria:- Dlaczego ten kretyn mówi „ w Jabłonnej „ zamiast „ w Jabłonnie „ ? Faber:- Idź sprawdź, co to jest ten PUGWASH. Ksiądz:- Ten człowiek, w gramatyce jest i tak mocniejszy niż w polityce. Boże przebacz. Gudrun:- To hochsztaplerzy!. Gracze. Faber:- Jeśli chcesz zrobić karierę, zapamiętaj sobie staruszko jedną rzecz, pierwszy aksjomat: ludzie są głupsi, niż się wydają. Kristina:- patrzy na jakieś zdjęcie - Faber , jak on ma na imię ? Ja chyba kiedyś z nim spałam. To było na początku. Jeszcze w gazecie. Jak on się nazywa? Kristina:- Co za banda dupków?! Faber :- Mamy wpływ na losy świata, dziecinko?! wybucha śmiechem My kobieto podejmujemy decyzje o twoim życiu ! Gudrun:- O czym? Faber:- Traktaty, umowy, rezolucje , co wy na to ? Gudrun:- To co Goring. Że dobre są akurat do podtarcia tyłka. Faber:- Masz rację, siostro ... Wojny wybuchają, kiedy są komuś na coś potrzebne. Nie ma innego powodu ! Ten powód wystarcza, i żaden najpotężniejszy pieprzony pacyfizm nic na to nie poradzi...Kiedy komuś jest potrzebna wojna , to wybucha wojna. Ale tylu ludzi żyje z zapobiegania wojnie! Uwierzylibyście, że oni widzą sens w tym, co robią? Że we własnym przekonaniu mają sukcesy? A te wszystkie umowy pomniejsze? Ta radość, że ktoś się do czegoś zobowiązał. Przecież i tak dotrzyma tylko w wypadku, kiedy to będzie korzystne.! Spójrzcie na Akt Końcowy KBWE ! Czytaliście? No, i kto go przestrzega? A tylu facetów, od tego Aktu Końcowego przytyło. Przecież to kosztuje miliardy! Gudrun:- Chyba jestem w dupę pijana! Faber ma sumienie! Fabera dręczy sumienie! Ksiądz:- A ty nie wierzysz w sens swojej pracy , Sebastianie ? Faber patrzy na księdza oniemiały, a potem teatralnie zwraca się do nieba. Faber:Boże uwolnij nas od tego głupka ! Ksiądz:- Jesteś jak ksiądz – ateista. Faber:- Łatwiej o księży – ateistów niż o dyplomatów z ideałami. Ksiądz wychodzi. Kristina daje Faberowi alkohol. Faber jest gotów do wyjścia. Faber:- Muszę jeszcze sprawdzić co to jest ten PUGWASZ . Idą wszyscy korytarzem, w kuchni Maria przed stosem encyklopedii. Maria: - Nie ma. Faber:- Czego nie ma ? Maria:- Nie ma takiego hasła ! Faber:- Do diabła! Wszyscy rzucają się do stosu encyklopedii. Zaczynają w pośpiechu je wertować. Nawet Miś. Maria :- FAO jest, UNESCO jest, KBWE jest…a PUGWASH-u nie ma. Faber:- Kurwa! Przecież tylu ludzi z tego żyje! Ciągle mają sesje, w Madrasie, Stanach, jeszcze gdzieś....Jak ja to sprawdzę? Przecież nie mogę zapytać. Do diabła! Wszyscy o tym gadają , o tym cholernym PUGWASH-u Wyjdę na durnia ! Kristina:- Słuchaj Faber, on miał na imię…jeśli to ten , to ja z nim kiedyś spałam.. Faber:- Muszę , cholera jeszcze w takim razie skoczyć do archiwum , do instytutu. Cholera jasna! Wracam dzisiaj późno . Idę potem na przyjęcie. Nie ruszać się z stąd! SCENA Jesteśmy na korytarzu budynku, w którym odbywa się zjazd czy kongres, na którym jest Faber. Stoły , krzesła, kawa, ciasteczka, na monitorach Obraz z sali. . Faber przemawia. Mówi po angielsku. Napisy na dole ekranu. W trakcie przemówienia, przed monitorami zjawia się, Kristina. Słucha przemówienia. Obserwuje uważnie. Faber:-Po raz pierwszy od 1923 roku, Europa jest kontynentem, na którym nie ma żadnego państwa faszystowskiego. Jednocześnie jest ona kontynentem i organizmem kulturowym związanym na zawsze z narodzinami faszyzmu, z jego pierwszą klęską. Nigdzie znajomość tego zjawiska nie jest tak pełna. I jednocześnie w Europie właśnie skupiają się nici nowej „ czarnej międzynarodówki”, a Działalność w wielu jej krajach partii, ugrupowań i bojówek neofaszystowskich stanowi stale realne zagrożenie dla sprawy pokoju i demokracji. Kristina bierze garść ciastek i skrada się do drzwi. Uchyla je i przez szparkę obserwuje siedzących. Głowy na sali poruszają się z uznaniem i satysfakcją. Zauważa Prawie wice, który jest już ministrem, siedzi w słuchawkach, widać, że nie rozumie nic, ale bije brawo i zachowuje się jak inni. Kristina obserwuje go uważnie. Przed monitorami z kolei pojawia się Gudrun. Z karabinem w ręku. Faber:-Po raz pierwszy od 1923 roku, Europa jest kontynentem, na którym nie ma żadnego państwa faszystowskiego. Jednocześnie jest ona kontynentem i organizmem kulturowym związanym na zawsze z narodzinami faszyzmu, z jego pierwszą klęską. Gudrun:- To dopisał, sukinsyn! Faber:- Nigdzie znajomość tego zjawiska nie jest tak pełna. I jednocześnie w Europie właśnie skupiają się nici nowej „ czarnej międzynarodówki”, a działalność w wielu jej krajach partii, ugrupowań i bojówek neofaszystowskich stanowi stale realne zagrożenie dla sprawy pokoju i demokracji. Głowy na sali poruszają się z uznaniem i satysfakcją. Faber:- Otóż zawsze – trzeba to jeszcze raz podkreślić – zawsze – jest on w okresie walki o władzę lekceważony. Zawsze jego wpływy oceniane są jako niewielkie, a jego punktu oparcia szuka się w marginesie społecznym. Rozmiar niebezpieczeństwa doceniany jest z reguły po przewrocie, przy spojrzeniu wstecz. Koło Gudrun która stoi z karabinem w ręku, stanęła Kristina… Gudrun: -Sukinsyny - cedzi przez zęby. Wysadziłabym te salę w powietrze! Spogląda na Kristinę. Uśmiecha się. Kristina:- Co tu robisz? Mieliście nie wychodzić. Gudrun:- Niech nas pocałuje gdzieś. To ja pisałam w nocy to przemówienie. On tylko zastąpił słowo Terroryzm słowem Faszyzm i tyle….Przyszłam tylko sprawdzić, czy dobrze, debil, przeczyta. Skierowuje karabin w monitor. Kristina:-Jeśli natychmiast nie wrócisz do domu, nie przyjdę już nigdy cię przytulić jak się będziesz bała. Gudrun patrzy na nią, oczy zachodzą jej łzami. Odwraca się i wychodzi. Faber:- Zajmijmy się Europą. To, że faszyzm w konkretnym kraju zwyciężył, jest faktem straszliwym. Ale to, że istnieje on, działa, zdobywa wpływy, dąży do władzy w wielu innych krajach, powinno budzić w nas znacznie większy niepokój. I tym aktywniejsze, oparte na przewidywaniu możliwych konsekwencji, a nie tylko wiedzy o stanie aktualnym, przeciwdziałanie. Skończył. Rozlegają się brawa. SCENA Drzwi od Sali się otwierają Faber wychodzą pierwsi ludzie. Między nimi Faber r i Prawie wice.Kristina ucieka na bok Faber obserwuje ich obu idących bardzo uważnie. Prawie wiceobejmuje Faber dookoła ramienia. Prawie wice::- Faber, zawsze pana ceniłem. Zawsze szanowałem pańskie zdolności. I proszę! Jest przed panem wielka szansa! W sobotę o jedenastej. Przepustka będzie czekać. I odchodzi. SCENA Jesteśmy nocą w kuchni. Na ścianach paski, plansze do regulowania odbiorników, kilku stacji telewizyjnych. Przy stole siedzą Faber i Kristina. Faber: - Jak długo z nim sypiałaś ? Kristina:- Z osiem miesięcy. Popatrz ktoby pomyślał, że ten bęcwał zostanie ministrem. Faber:- I jak ci z nim było ? Kristina:-Dziwnie. Jakby kopulowały dwa krzesła. Faber:- Co ty mówisz? Kristina:- Że to było jak kopulacja krzeseł. Wyobraź sobie. Dwa krzesła, stojące pod przeciwległymi ścianami, podjeżdżają do siebie z hałasem, przewracają się, przeplatają nogi...postukują trochę o siebie, trochę szturchają i rozjezddżają się na dawne miejsca. A tu okno otwarte i ziąb w pokoju jak cholera. Rozumiesz. Faber:- To, po co to robiłaś. Czego od niego chciałaś ? Kristina:- Miłości! Faber :- Kobieca logika! Kristina:- Zabierzesz mnie ze sobą? Proszę cię! Faber :- Chcesz powiedzieć że go kochałaś , tego faceta ? Kristina:- Ja go kocham. Ciągle. Kiedy do ciebie dzwoni trzęsę się ze zdenerwowania. Podskakuję przy każdym dzwonku. Faber:- I grubasa też kochałaś, kiedy szłaś z nim za Adelę do łóżka? Kristina:- Oczywiście. Ja nie jestem Adelą. Nie zależy mi na ….. Mnie zależy na ... Faber:- Intensywności, tak? Kristina:- Faber, wiesz, co to jest ….? Faber:- Ale d l a c z e g o akurat on ? Co on ci może dać. Ma dużego fiuta? O jaką intensywność ci chodzi?! Kristina:- Nidy mnie miałam człowieka posiadającego władzę! To podnieca! A potem jest czułość, miłość, wszystko. Faber:- Miłość, czułość, i tak dalej? Chcesz powiedzieć, że jak będziesz czuła władze to potem pokochasz powietrze? Wiatr, deszcz, słońce? Pana Boga ? Zwierzęta, książki, zwiędłe liście? Kristina:- Nigdy nie uwierzysz w coś podobnego. Prawda? A jednak. Faber:- O Boże! SCENA Idą Faber i Kristina. Mają w nozdrzach zapach władzy. Biurko. Telefon. Szatnia schody. Wiśniowe chodniki. Biurko. Palma. Biurko. Piętro. Długi korytarz. Sekretariat. Biurko. Telefon. Ciężkie dwuskrzydłowe drzwi. Kotara. Wchodzą. Prawie wice stoi pośrodku gabinetu. Czeka. Wystrojony. Pachnie. Zaprasza żeby Faber siadł, za stołem. Siadają oni z jednej strony, on z drugiej. Na stole przygotowane kieliszki, ciasteczka, owoce, wszystko na dwie osoby. Minister jest niezadowolony. Prawie wice:- Tak długo na pan, na ciebie czekałem…. Faber:- do Kristiny, Prawie wice tego nie widzi i nie słyszy oczywiście…O k….Wynoś się! Tego się nie spodziewałem. O cholera! Myśli, że dla kariery zrobię wszystko!. Widzisz! Wynoś się, bo cię zaraz uduszę! Kristina:- W życiu! Ja go będę miała! Faber, kopiejka i wyprowadza siła prawie do drzwi, ale ta się wyrywa. Prawie wice: - Poprosiłem tu pana , Faber, bo uznałem, że trzeba panu ułatwić dalszą pracę, karierę …. Ile pan ma lat? Faber: - Dwadzieścia siedem. Kristina:- Trzydzieści. Prawie wice:- Czy jest cos konkretnego, co mógłbym, w czym mógłbym panu pomóc…coś zmienić…. Może mógłbym...? Kristina:- Ale skąd, Faber czuje się na swoim stanowisku znakomicie. Prawie wice;- A może finansowo? Może kłopoty mieszkaniowe? Chciałby pan zmienić mieszkanie? Kristina:- Ale skąd nie trzeba. Kristina wpatruje się ministrowi w oczy, ściska go za rękę, pod stołem już uwięziła jego nogę w swoich stopach, już zdjęła buty. Faber siedzi jak zahipnotyzowany. Prawie wice jest wyraźnie zdenerwowany, pisze coś na karteczce i podaje ją Faberowi. Kristina Łapie ją pierwsza i czyta. Kristina:- On chce zostać z tobą sam, rozumiesz. Wychodzimy! Faber:- Wykluczone. Idiotko! O Boże, idiotko! Ty wiesz ile ja tu mogę załatwić? Wynoś się! Prawie wice:- Chciałbym porozmawiać z panem, o stypendium doktoranckim. Trzeba pewnie panu pomocy finansowej. To są osobiste, żenujące rzeczy. Kristina:- Wychodzimy! On chce cię przelecieć. Wynosimy się. Faber:- Idiotko! Wyp…..Wszystko za nic! Rozumiesz. Za nic! Co to za problem raz się z nim przespać?!. Samochód. Zrozum. Działka pocenie nieużytków rolnych!. Kredyty. Darmowe weekendy w apartamentach, za darmo! Mieszkanie w śródmieściu wykupione, za bezcen! Idiotko! Wynoś się i zostaw mnie z nim! Faber odwraca się do wice ministra z uśmiechem. Minister wstaje. Stoją obaj naprzeciwko siebie w ciszy. Pierwszy odzywa się Minister. Zupełnie zmienionym głosem, drżącym i płaczliwym. Prawie wice : - Boję się, Faber ! Boję! Jesteś kimś, wobec kogo jestem zupełnie bezbronny. Nie róbmy tego. Rozstańmy się. Ja się boję. Stałoby się coś strasznego. Ja się boję. Nie patrz tak na mnie! Tracę głowę, widzisz? Przecież ja tracę głowę! Postępuję jak cham, wybacz mi to....Lepiej przywróćmy barierę. Tak będzie lepiej. Nigdy więcej... Faber powoli idzie w kierunku Ministra, wreszcie całuje go. Kristina patrzy na wszystko wściekła, od czasu do czasu, mówi coś w rodzaju...Pożałujesz tego FABER.....itp. Po ich pocałunku ma ochotę się wyrzygać. Prawie wice:- Nie widujmy się więcej, nie dzwońmy do siebie. Tak będzie lepiej. Nie mogę ręczyć za siebie. Jeśli będzie potrzebna jakaś pomoc niech zadzwoni kto inny, wszystko zrobię, ale nie Ty ! Nie ty! Całują się długo i namiętnie. Prawie wice :- Dlaczego mnie całujesz Faber ? Faber:- To ty mnie całujesz. Kocham Cię. Kristina wychodzi trzaskając drzwiami. SCENA Kuchnia. Wszyscy siedzą dookoła stołu. Adela podaje śniadanie….Milczenie. Gudrun:- Wczoraj mi powiedział, że posiadanie przekonań utrudnia karierę. Że człowiek, który w coś wierzy, sztywnieje. Że najważniejsze to być elastycznym. Cisza. Ksiądz:- Mówi, że pacyfizm go śmieszy a wojna nie budzi w nim protestu. Miś:- Dlaczego nosi okulary. Nie widzi? Kristina:- Nie uważa, że pasują do jego image. Wchodzi Faber. Ubrany bardzo elegancko. Wyrzuca coś do kosza. Cisza. Słychać umówiony znak klaksonu z dołu. Faber zostawiając zapach eleganckich perfum, wybiega. Wszyscy oprócz księdza rzucają się do okna. Gudrun rzuca się do okna. Gudrun:- Pojechali. Przyjechał po niego swoim samochodem! Miś:- Jedziemy do ZOO! Tak? Do ZOO! Na karuzelę! SCENA Po chwili wszyscy wybiegają z kuchni pociągając za sobą Księdza. Adela smutna, wiecznie ostatnio smutna i nieobecna zostaje w domu. Biegną grupą po schodach. Wybiegają na ulicę. Kristina biegnie sprawdzić czy samochód ministra z Faberem rzeczywiście odjechał. Dobiega do nich Kristina z kluczykami od zaparkowanego nowego samochodu Faber. Kristina:- Można? Nowy samochód Fabera. Otwierają. Wszyscy sadowią się na siedzeniach oprócz. Prowadzi Ksiądz. Każdy ma swój stosunek do tej przejażdżki. Ale większość okazuje radość. Krzyczą, śpiewają. Radość! Radość dzikusów. Dzikusów. SCENA Kuchnia. Faber ubrany już do wyjazdu, dopakowuje ostatnie rzeczy. Wszyscy go obserwują.Adela robi mu kanapki na drogę. Gudrun:- O czym tam będziesz mówił Faber? Faber:- Na temat, ma się rozumieć. - Odpowiada z pogardą. Miś:- Przywieź rachatłukum. Faber: do księdza - Więc nie kupować złota? Ksiądz:- I tak nie będzie cię stać na większy, naprawdę wartościowy zakup, a ... Faber:- Kto nie szanuje pensów, nigdy nie będzie miał szylingów. A kto nie szanuje szylingów, nie będzie miał funtów. Miś:- Będziesz mieszkał w hotelu? Kristina:- Może wziąłbyś mnie ze sobą, i tak nie będziesz używał swojego pokoju. Adela podaje mu kanapki. Faber patrzy na nią z politowaniem i rzuca pakunek z jedzeniem na stół. Faber wychodzi. Ksiądz odpakowuje śniadanie Faber i zaczyna je jeść. Inni wyciągają kartkę, maszynę do pisania i kontynuują coś, co Faber im prawdopodobnie przerwał. Adela znów wraca do ogłoszeń matrymonialnych w gazecie. Czyta na głos niektóre, coś wynotowuje. Kristina czyta z kartki włożonej w maszynę. ROZWIĄZANIE UMOWY O PRACĘ. Z DNIEM 1 SIERPNIA ROZWIĄZUJĘ UMOWĘ.... Kristina:- Nieważne. Podpisz. Podsuwa kartkę Gudrun. Gudrun:- Dlaczego ja. Kristina:- Bo często coś za niego podpisujesz. Gudrun podpisuje. Gudrun siada do maszyny. Gudrun :- Napiszę jeszcze jeden donos . Adela :- Po co, dosyć napisałaś, przecież i tak już uznaliśmy że najlepiej będzie jak sam się zwolni. Kristina :- A co zrobimy z jego książką , to ma wyjść , za chwilę. Gudrun :- Gówno. Wchodzi Maria. Maria : Niech sobie wychodzi. To chłam. Boże jak ja mam tego dosyć. Jak ja się tym brzydzę! Nie mogę na siebie patrzeć. Miś:- To ksiądz pierwszy głosował za Faberem. Milkną, patrzą na księdza. Ksiądz:- Wszyscy głosowaliście, dlatego przejął władzę. Adela:- Ja się wstrzymałam. Gudrun:- Kto mi pomoże wykończyć go do końca? Ogólna cisza. Adela :- Pamiętacie śmierć psa? Maria pojawia się w kuchni. Nie pamiętacie? Jak pies był ciężko chory, położył się n a chodniku i nie mógł wrócić do domu, a on, ponieważ spieszył się gdzieś na reportaż zbiegł na dół i zaczął go kopać. Maria: Nie prawda. Wymyśliłaś to! Ksiadz:- Przecież nie wiedział, że jest chory. Myślał, że ma humory. On był wyjątkowo uparty, i strasznie brudził. Zresztą nie kopał, tylko... Adela:- Kopał. Ciągnął go mocno, przecież był chory na serce! Na trzecie piętro! Pamiętacie jego śmierć ? Miś:- Kristina! Powiedz jej coś ! Kristina! Kristina:- Co mam powiedzieć? Oni mają rację. Taki człowiek to ścierwo. Maria ;- Dlaczego teraz o tym mówicie ? Przecież to było lata temu. Miał pilną robotę. Utrzymywał nas wtedy, a było nas dużo więcej. Adela:- Faber rzuca pracę i nigdy nie podejmie następnej! Głosujemy? Kristina:- A co z doktoratem Fabera.? Właśnie dzwonił promotor, ustalili termin obrony, wydział jutro wysyła ogłoszenia do prasy? Gudrun :- Dzwonię jutro do sekretariatu i powiem że mu umarł ojciec, więc niestety. Że Faber ma załamanie nerwowe i się leczy. Ksiądz:- Samochód się sprzeda. Pieniądze korzystnie ulokujemy. Miś:- Będę mógł go umyć? Adela:- Koniec z Faberem. Gudrun: piszeczytając głośno....Ta skończona szmata, u początków swojej kariery, jeszcze pracując w „Gazecie Ludu”, przeprowadził wywiad z robotnicą stojąca przy obrabiarce. Ksiądz: dyktuje- Zrobił jej zdjęcia, nazwał jej twarz twarzą Matki Boskiej a potem okazało się, że to zdjęcia prostytutki, którą na to namówił za pieniądze. Maria: dyktuje dalej - Pisał takie reportaże jak „ Strzeż się chorób wenerycznych” Gudrun:- …oraz jak zubaża człowieka kult rzeczy, o nicości moralnej nastrojów konsumpcyjnych, o rodzinie patriarchalnej, Kristina: …..oraz, a raczej przede wszystkim, drukował kpiny na temat antykoncepcji....... Na ekranie pojawia się napis NIENAWIŚĆ I ANARCHIA Sen Księdza ( Całość zrealizowana z prawdziwą postacią Księdza, reszta jest narysowana jak na dziecięcym obrazku. ) Rozdzierają się chmury, pęka niebo. Bóg wysuwa się spoza chmur, oparty o nie, Bóg ze świętych obrazków ... olbrzym, nieskończony, straszny. Wyciąga ręce w stronę Księdza. Ogromne, przeźroczyste ręce. I chwyta swoją nimi swoją ofiarę, za szyję, chce ją udusić. Ksiądz wije się, stara oderwać od siebie ręce, rozluźnić uścisk. I rzuca nagle, w momencie przypływu odrobiny powietrza, prosto w twarz Bogu, prosto w uszy Boga, kpiące, zwycięskie „Opamiętaj się!” Bóg zawstydzony, zhańbiony, pokonany, puszcza Księdza. Cofa się za chmurami. Jak najszybciej. SCENA Świt. Jesteśmy w pokoju Gudrun. Bałagan, wszędzie porozrzucane butelki. Plakat z drukowanymi twarzami poszukiwanych terrorystów. Plakat Morissona, Janis Joplin, Mao, Mayala, Hitlera, itp. Mieszanina terrorystyczno- anarchistyczno- faszystowsko, narkotykowo, nihilistyczna. Gudrun przebrana w międzyczasie za Nikitę, z tatuażami, śpi w ubraniu. Stosy książek na podłodze, w oknie czarna rozdarta zasłona, przez która przedziera się rozpaczliwie świt. Ksiądz budzi Gudrun. Ksiądz:- Przeczytałem twoją „Nienawiść”. Przeczytałem i wstyd mi za ciebie. Gudrun: rzuca się na niego z pięściami-- Odwal się, jesteś taki sam jak inni. Oni spalili mój pierwszy pamiętnik! Ksiądz:- Uspokój się! Pozwolisz, że usiądę? Gudrun:- Wynoś się! Ksiądz:- W takim razie i tak usiadę. Posłuchaj, cierpienie nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Po co to napisałaś? Tę ohydę? Gudrun:- Chciałam żeby wszyscy wiedzieli, jaka jestem. Ksiądz:- Kto ? Gudrun :- Wszyscy ! Cały świat! Żeby cały świat wiedział jak można cierpieć! Żeby mijali dziecko na ulicy, dziecko idące do szkoły, i rozumieli, co może się w nim kryć, jaka otchłań! Tego chciałam! Ksiądz:- To jest historia obłąkanego dziecka. Gudrun:- Nie prawda. Takich dzieci jest wiele. Co piąte w tym kraju jest wykorzystywane seksualnie! Przecież wiecie, co mnie spotkało! Przecież wiecie! Wszystkie czują to samo co ja! Tylko wy tego nie chcecie wiedzieć! Ksiądz:- To jest historia sprzedanej duszy. Kult zła. Kult Szatana.... Gudrun:- To ty jesteś głupkiem. Żałosnym głupkiem! Ksiądz: - To także, ale ….! Gudrun:- Wynoś się ! Zostaw nas wszystkich w spokoju! Kiedy się stąd wreszcie wyniesiesz?! Maria:- staje w drzwiach – I jaki to ma pretensjonalny tytuł. „ IQ 182” Ksiądz:- przeżegnał się- Mój Boże, z co to znaczy? Maria:- IQ 182? Iloraz inteligencji! Przecież jej to mierzono jak ja leczyli!. Ona ma iloraz inteligencji 182. To jest poziom geniusza! Ale ona widzi swoje życie jako historię nienawiści a nie inteligencji. Satanizm, sprzedana dusza, cyrograf...to szmira. Pachnie Młodą Polską, Przybyszewszczyzną” Wstyd nam za ciebie z tego, z żadnego innego powodu. Idź do kuchni, wszyscy są załamani. Nawet Adela rozumie, że to babskie, głupie i trywialne! Gudrun:- Wy nigdy nie zrozumiecie, co to jest ..gwałt! Nigdy! I macie czelność powiedzieć, że z czegoś takiego można się podźwignąć? Że to za mało żeby, żeby zwariować, truć się , wieszać, modlić do Hitlera , oddać duszę diabłu, nigdy już nie mieć chwili radości, nigdy, aż do śmierci, bać się, wy myślicie że to za mało. Faceci!!! - Księdzu w twarz, rzucając się znowu do bicia….Was wszystkich trzeba wykastrować, po..... SCENA Przenosimy się w tym momencie do kuchni. Siedzą tam wszyscy. Przygnębieni, znudzeni. Bałagan bród, jak nigdy w tym mieszkaniu. Każdy je, co innego. Ktoś siedzi plecami, ogląda telewizję, jakiś amerykański film muzyczny, biało – czarny ze śniegiem. Wrzask Gudrun słychać i tutaj. Faber w piżamie , zarośnięty, widać ze nie wychodził od dawna i jest w depresji. Siedzi koło stosu papierków po cukierkach, ciągle je je. Adeli wypada szklanka z rąk. Adela zaczyna zamiatać kawałki szkła. Adela:- Psiakrew. Psiakrew! Słyszysz Ją? do Fabera Znowu to samo ! Gwałt! Przecież to dziewica! Badali ją! Przecież ona to wymyśliła! Faber:- Każdy z nas dla kariery zrobiłby wszystko. W tym momencie w progu pojawia się Gudrun krzycząc w histerii. Gudrun:- do Adeli- Babsko! Rozlazłe, stare babsko! Adela:- Stul buzię! Gudrun:- Buzię! Buzie! Buzię! Mordę! Gębę! Pysk! Kłamiecie, kłamiecie wszyscy! Jak ja was Nienawidzę!!! SCENA Ksiądz w tym czasie zaczepiony przez Misia, który wybiegł w trakcie awantury na korytarz i zatkał uszy. Bierze go na ręce i przytula. Miś:- Zrobiłeś coś złego? Ksiądz:- Tak. Miś:- I teraz żałujesz? Ksiądz:_ Nie, i tak musiałbym to zrobić. Miś: -Jak to robią dorośli że są tacy źli, robią takie straszne rzeczy, a potem w ogóle tego nie żałują . Jakby nigdy nic? Ksiądz z Misiem na ręku idzie do Gudrun do kuchni , ta płacze głośno dalej, ale już nie jest agresywna. Rusza do wyjścia, przechodzi szlochając koło ksiądz, ten robi nad nią znak krzyża. Faber parska śmiechem. Podbiega do kranu i świeci odchodzącą Gudrun małpując księdza. Adela przygotowuje śniadanie dla wszystkich. Ksiądz z Misiem na ręku podchodzi do Fabera. Ksiądz:- Nie zadręczaj się, prawie żadna klęska nie jest ostateczna. Musisz przeczekać. Kilka lat...wróci dobra passa. A jeśli się załamiesz na pewno nie wróci. Faber nagle zrywa się i też rzuca na Księdza z pięściami. Adela zdąża odebrać Misia, obaj mężczyźni biją się bardzo poważnie, turlają po ziemi, mocują, duszą, kopią, to poważna walka. W trakcie do kuchni przychodzą wszyscy. Gudrun wbiega z Szaleńcem, którego właśnie uwolniła. Kristina dopinguje Księdza. Gudrun Fabera. Szaleniec przerażony krzyczy. Ksiądz zwycięża. Wszyscy stoją w ciszy, tych obu dyszy. Faber:-podaje rękę Szaleńcowi – Część. Świetnie, że wróciłeś. Teraz będzie lepiej jak już wróciłeś. Wszyscy witają się z Szaleńcem. Maria:- Dobrze się już czujesz? Gudrun:- On teraz będzie pisał. Kristina:- To może raczej wszyscy pojedzmy do Yorkshire hodować pszczoły! Adela:- Po co ? Kristina:- Żeby być w zgodzie ze sobą. Każdy ma jakieś miejsce na świecie, które jest mu przeznaczone. A żyje na ogół gdzie indziej. Miś :- Ja chciałbym mieszkać na wsi. Faber :- No moje miejsce to jest raczej Nowy Jork. Adela :-Czy wiecie co mi się śniło ? Zap |